Firma dekarskaSzkolenia dla dekarzy

Prace szczególnie niebezpieczne. Obowiązki pracodawcy

Niedopełnienie przez pracodawcę obowiązków podczas prac szczególnie niebezpiecznych – brak podstawowych zabezpieczeń, nadzoru i właściwej organizacji – może zamienić codzienne obowiązki w dramat. To historia, która powinna stać się przestrogą dla całej branży.

Tekst Krzysztof Broda

W kwietniu ubiegłego roku na terenie osiedla mieszkaniowego w Łodzi doszło do śmiertelnego wypadku dekarza. Inspektor pracy badający okoliczności i przyczyny zdarzenia ustalił przyczyny i wskazał na brak urządzeń zabezpieczających dostęp do miejsc wykonywania prac szczególnie niebezpiecznych osobom nieupoważnionym i niepoinstruowanym, brak środków ochrony zbiorowej zabezpieczających przed możliwością upadku z wysokości, brak zapewnienia nadzoru bezpośredniego nad wykonywanymi pracami, niewłaściwą ogólną organizację pracy oraz nagłą niedyspozycję zdrowotną pracownika.

Ustalenie przebiegu prac

W dniu zdarzenia na dachu dziesięciopiętrowego budynku mieszkalnego prowadzono roboty dekarskie, polegające na wykonaniu izolacji papą termozgrzewalną wywietrzaków dachowych po wcześniejszym dociepleniu głowic kominowych materiałem termoizolacyjnym. Choć prace były prowadzone w składzie trzyosobowym, nie było bezpośrednich świadków wypadku. Pracownika znaleziono na dachu obok butli LPG – leżącego na brzuchu na włączonym palniku.

Umowę na wykonanie robót pracodawca prowadzący jednoosobową działalność gospodarczą zawarł z zakładem usług kominiarskich. Wynagrodzenie za wykonanie zlecenia zostało ustalone kwotą niezależną od czasu wykonywania. Planowano, że będzie to krótka, 2-3 dniowa praca.

Prowadzenie robót dekarskich rozpoczęto w czwartek w dwuosobowym zespole pracowników. Do podgrzewania papy używano jednodyszowych palników DR GLP 1151 zasilanych z 11 kg butli napełnionych gazem propan-butan. Stosowano lance bez ochraniaczy dźwigni zabezpieczających przed przypadkowym uruchomieniem wypływu gazu. Zamierzano zakończyć wykonywanie prac przed nadejściem świątecznego weekendu.

Pod koniec pierwszego dnia pracy pracownicy poinformowali pracodawcę, że do wykonania pozostało jeszcze około 25% prac dekarskich oraz pomalowanie wszystkich głowic kominów. Wskazali, że sami nie zdążą wykonać całości pracy przed świątecznym weekendem. Pracodawca zdecydował się zadzwonić do poszkodowanego i poinformował go, że potrzebuje go do pomocy w celu szybkiego zakończenia robót. Poszkodowany uprzednio wykonywał pracę na jego rzecz, ale nie był zatrudniony w jego firmie.

Fotografie wykonane na miejscu zdarzenia w dniu wypadku przez inspektorów pracy

Poszkodowany w piątek rano rozpoczął zlecone mu prace. Uczestniczył w przetransportowaniu zakupionych w markecie materiałów oraz narzędzi najpierw do samochodu, a następnie na dach budynku, gdzie prowadzono prace remontowe. Papę i zestawy butli z palnikami umieszczono na dachach nadbudówek wyniesionych nad poziom połaci dachu głównego na wysokość około 2 m. Nadbudówki były oddalone od siebie i wzajemnie niewidoczne. Dwaj pracownicy wykonywali pracę na jednej z nadbudówek, a poszkodowany pracował samodzielnie na innej części dachu. Gdy nadszedł czas na planową przerwę na spożycie posiłku, zaniepokoili się brakiem poszkodowanego i zaczęli go szukać. Jeden z nich przedostał się na część dachu oddzieloną ogniomurem. Zobaczył leżącego na dachu drugiej nadbudówki poszkodowanego. Palnik ciągle pracował…

Wezwano pogotowie ratunkowe. Lekarz, który przybył na miejsce wypadku, stwierdził zgon. Równolegle czynności służbowe w swojej właściwości rzeczowej zaczęli prowadzić również funkcjonariusze policji, straży pożarnej oraz inspektorzy pracy.

Błędy pracodawcy

Prace na dachu dziesięciopiętrowego budynku, także przy jego krawędziach, prowadzono bez zastosowania środków ochrony zbiorowej zabezpieczających przed możliwością upadku z wysokości.

Z analizy inspektora pracy wynika, że nie stosowano środków ochrony indywidualnej, to jest szelek bezpieczeństwa wraz z linkami amortyzującymi. Nie wygrodzono i nie oznakowano strefy niebezpiecznej związanej z prowadzeniem robót na wysokości. Pracodawca nie zapewnił pracownikom nadzoru bezpośredniego nad wykonywanymi pracami, ani nie wyznaczył osoby kierującej.

Poszkodowany przed dopuszczeniem do wykonywania robót dekarskich nie został poddany jakiemukolwiek instruktażowi stanowiskowemu w zakresie bezpieczeństwa i higieny pracy oraz nie miał orzeczenia lekarskiego, stwierdzającego brak przeciwwskazań do wykonywania pracy na zajmowanym stanowisku w warunkach opisanych w skierowaniu na badania lekarskie.

Można dywagować o tym, jak potoczyłaby się historia, gdyby pracodawca wypełnił wszystkie ciążące na nim obowiązki w zakresie organizacji prac szczególnie niebezpiecznych, których się podjął. Faktem jednak pozostaje to, że młody człowiek nie wrócił z pracy do domu.

Wnioski

Można dywagować o tym, jak potoczyłaby się ta historia, gdyby pracodawca wypełnił wszystkie ciążące na nim obowiązki w zakresie organizacji prac szczególnie niebezpiecznych, których się podjął. Faktem jednak pozostaje to, że młody człowiek nie wrócił z pracy do domu, by móc przeżywać wraz z rodziną radość Świąt Wielkanocnych.


KRZYSZTOF BRODA
Absolwent Politechniki Łódzkiej, na której uzyskał tytuł magistra inżyniera budownictwa lądowego, od 2016 roku jako inspektor pracy prowadzi czynności kontrolne na terenach budów województwa łódzkiego, w szczególności związane z badaniem okoliczności i przyczyn wypadków przy pracy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Polecane Artykuły

Back to top button

Zapisz się do Newslettera

Najświeższe informacje z branży dachowej, wprost na Twojego maila. Nie przegap nowości, merytorycznych artykułów, ciekawostek o dachach.

chwileczkę

Dziękujemy za zapis