Ambasador marki Blachy Pruszyński, zawodnik MMA – Mariusz Pudzianowski

Zawodnik MMA Mariusz Pudzianowski – udzielił wywiadu redaktor naczelnej Naszego Dekarza.

mariusz pudzianowski mma
FOT.: BLACHY PRUSZYŃSKI
Od wielu lat jest Pan związany z Blachy Pruszyński. Dziś wzajemne wspieranie wizerunku stało się normą. Jak
wyglądały początki tej współpracy?

Z firmą współpracuję od ponad 19 lat. Pierwsze nasze „spotkanie” odbyło się w 2002 roku w Łodzi, podczas odbywających się zawodów „Pojedynek gigantów”. W tamtym czasie Blachy Pruszyński były prężnie działającą i dynamicznie rozwijającą się firmą. Ja byłem młodym chłopakiem, ale miałem już na swoim koncie tytuły Mistrza Polski, Mistrza Europy i Mistrza Świata Strongman. Pierwsze rozmowy dotyczące współpracy prowadziłem ze wspólnikiem Krzysztofa Pruszyńskiego. Dopiero w 2003 roku spotkałem się z nim osobiście w Sokołowie. Pamiętam tutaj były dwie małe hale po 1000 m2. Pierwsze reklamy z moim wizerunkiem spowodowały zwiększenie zamówień i tak sukcesywnie pięliśmy się do góry, wzajemnie się wspierając. Od tego czasu, przez 9 lat firma wspierała mnie w zawodach Strongman w Polsce, a później – kiedy zmieniłem dyscyplinę – w walkach MMA. Co skłoniło Pana do współpracy i jak z perspektywy czasu ocenia Pan swoją decyzję?

Sponsorowanie sportu odgrywa ważną rolę w strategii marketingowej firmy Blachy Pruszyński. Oprócz ugruntowania pozycji i rozpoznawalności marki, w ten sposób jest promowany zdrowy i aktywny styl życia. Taka współpraca powinna być jednak korzystna dla obydwu stron. Ważne jest, aby każda z nich była zadowolona. Myślę, że tak właśnie jest z nami, w przeciwnym razie nie wytrwalibyśmy razem tyle lat. Nasza współpraca bardzo szybko by się skończyła.

Na czym polega taka współpraca w praktyce?

Zacznijmy od tego, że firma Blachy Pruszyński jest firmą rodzinną. Rodzinny biznes przekłada się na rodzinne kontakty. Zgodnie z prawem nasza współpraca jest ujęta w ramach umowy przygotowanej przez prawników, ale przez tyle lat wypracowaliśmy własne standardy. Tak naprawdę pracujemy na zasadzie dżentelmeńskiej umowy, elastycznie dostosowując działania do zmieniającego się rynku i wzajemnych potrzeb. Często działamy niestandardowo, poza szablonem. Nie wszystko mamy ustalone i nie korzystamy z utartego schematu.

Dobrym przykładem jest to, że wcześniej Blachy Pruszyński nie wspierały MMA. Ba! Nawet nie byli tym zainteresowani, ponieważ wizerunkowo trudno się zaangażować w sport postrzegany dość brutalnie.

Było tak dopóki nie zmieniłem dyscypliny. Mimo tego zaufali mi. Okazało się, że ma to przełożenie na rozpoznawalność marki, na czym i firmie i mnie bardzo zależało. W naszej sytuacji marka wspiera markę. Zależy mi na tym, żeby nie zepsuć dobrego imienia firmy. Wiadomo, że jesteśmy tylko ludźmi i popełniamy błędy. Na szczęście jestem już na takim etapie, że żadne potknięcie raczej nie zepsuje tego, co zbudowałem przez ostatnie 20 lat. Osiągnięcia powodują, że porażka nie ma już większego wpływu na markę. Z mojego doświadczenia wynika także, że lepiej pracuje się z firmami rodzinnymi niż z korporacjami. Tam pracuje się w ustalonych ramach, poza które się nie wychodzi. To trudna współpraca, dlatego staram się jej unikać.

Co udało się Panu osiągnąć w sporcie dzięki takiej współpracy? Ma Pan na swoim koncie spektakularne sukcesy?

Zapewnienie bezpieczeństwa finansowego pozwala mi profesjonalnie przygotować się do walk, z najlepszymi trenerami. Wymaga to ode mnie dostosowania się do ściśle określonego porządku dnia – ustalonych godzin treningów, posiłków, czasu na regenerację. Od tego zależą wyniki sportowe. Samo nic się nie zrobi. W czasie naszej współpracy zostałem pięciokrotnym Mistrzem Świata Strongman, sześciokrotnym Mistrzem Europy Strongman, ośmiokrotnym Mistrzem Polski Strongman. Nie byłoby to możliwe bez wsparcia Blachy Pruszyński. Dzięki firmie udało mi się to osiągnąć. Mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że dziś jestem w pierwszej trójce najbardziej rozpoznawalnych sportowców w Polsce.

Skąd wziął się pomysł na uprawianie takiego sportu?

Dla mnie akurat siła i umiejętności walki od zawsze były synonimem prawdziwego mężczyzny. Dlaczego? Według mnie tylko w ten sposób można zapewnić bliskim, rodzinie, poczucie bezpieczeństwa. Każda kobieta chciałaby czuć się pewnie przy takim mężczyźnie.

Skąd decyzja o zmianie dyscypliny? Czy ten transfer był trudny?

Dźwigając ciężary osiągnąłem praktycznie wszystko, co sobie zamierzyłem. Później było tylko powielanie. Dla mnie nie miało znaczenia, czy ja będę mistrzem świata pięć, sześć czy dziesięć razy. Nikt nie odbierze mi tego, czego dokonałem. Przejście do MMA było nowym wyzwaniem, zaczynaniem od zera. To naprawdę było spore wyzwanie. Te dwie dyscypliny zawsze najłatwiej mi porównać do dwóch samochodów: terenowego i ciężarowego.
Ich wspólnym mianownikiem jest nazwa samochód, bo to są dwie zupełnie inne maszyny. W terenie ciężarówka się zakopie i daleko nie pojedzie, ale terenówka świetnie sobie poradzi. Z kolei pod dużym ciężarem samochód terenowy się złamie. Żeby obydwa sobie poradziły, trzeba je stuningować. Podobnie było ze mną. Przez 20 lat budowałem siłę mięśniową, aby móc dźwigać potężne ciężary. MMA z kolei wymagało szybkości i wytrzymałości.
Trzeba mnie było przerobić jak ten samochód, żebym mógł się swobodnie poruszać. Na początku wytrzymanie 15 minut walki było dla mnie nie lada wyczynem.

Czego to wymagało? Zmiany treningu czy też samego sposobu myślenia?

Zmiana treningu i sposobu myślenia były podstawą. Trudno jest wyobrazić sobie, co w głowie siedzi. Człowiekowi wydaje się, że jest w stanie góry przenosić. Tak, na dwie minuty można było bić się z każdym, ale walka nie trwa dwie minuty, tylko 15 minut. I na ten kwadrans trzeba rozplanować siły. Początki byłby bardzo trudne. Na przygotowanie formy potrzebne było 5-6 lat. Kibic patrzący z boku powie, że to nic trudnego, a ja z perspektywy czasu wiem, że to było naprawdę duże wyzwanie.

Zmienił Pan dyscyplinę sportu, a marka Blachy Pruszyński zaczęła wspierać sporty walki. Czy według Pana ten kierunek ma przyszłość?

Blachy Pruszyński jest znaną marką z mocno ugruntowaną pozycją. Od lat firma angażuje się w sport, a teraz stawia głównie na sporty walki – boks, MMA. Wiadomo, że nie zawsze osoby, które interesują się tymi dyscyplinami są docelowymi klientami, ale dzięki temu logo jest znane już nie tylko w całej Polsce, ale także Europie i na świecie. To marka sama w sobie. Firma sprzedaje swoje produkty w Czechach, na Słowacji, Węgrzech, Ukrainie, Litwie. To kraje, w których jestem dobrze rozpoznawalny i kojarzony z firmą Blachy Pruszyński.

Jest Pan najbardziej znanym ambasadorem marki Blachy Pruszyński. Czy ma Pan na dachu swojego domu pokrycie Blachy Pruszyński?

Od 19 lat jestem ambasadorem marki, która ma świetnej jakości produkty i cieszy się dobrą renomą. Sam kupuję materiały Blachy Pruszyński i polecam je innym. Po co mam szukać innych, jeśli te są doskonałej jakości. Na dachu mojego domu mam blachodachówkę OPTIMA, a teraz – ponieważ zajmuję się nie tylko sportem, ale też inną działalnością – buduję halę z płyt warstwowych PIRTECH. Dobry produkt to jednak nie wszystko. Wykonanie zleciłem współpracującym z firmą dekarzom i montażystom, którzy doskonale znają te produkty i wiedzą jak je zastosować.

Po tylu latach współpracy trudno się rozstać. Jakie ma Pan plany rozwoju na najbliższe lata?

Blachy Pruszyński są dobrą marką i ja również. Razem tworzymy wzajemnie uzupełniający się duet. Ale wszystko co dobre, kiedyś się kończy. Na razie nie myślimy o zakończeniu współpracy. Na pewno przynajmniej przez najbliższe dwa lata będę zajmował się zawodowo sportem, walkami MMA. Niewykluczone jednak, że za kilka, kilkanaście lat ktoś inny zajmie moje miejsce. Nic nie trwa wiecznie.

Dziękuję za rozmowę.

Napisz komentarz