Dlaczego warto się uczyć?

W ostatnich dziesięcioleciach technologie w budownictwie ewoluują bardzo szybko. Wiedza z zmienia się, a czasem nawet dezaktualizuje. Są elementy stałe i niezmienne, ale jest też dużo rozwiązań, które wymuszają ciągły rozwój i nieustanną edukację.

Tekst Tomasz Kalko

Pewnego mroźnego, marcowego poranka, roku pańskiego 1692, kiedy trwały prace nad odbudową zamku Wawelskiego po pożarze w 1649 roku oraz zniszczeniach z czasów potopu szwedzkiego w latach 1655-1657, do jednego z majstrów ciesielskich, Jana z Wieliczki, inny rzemieślnik, ludwisarz, Grzegorz z rodziny Freudenthalów przyprowadził swojego najmłodszego syna. Grzegorz miał 6 synów, 5 zajmowało się już odlewami z brązu. Grzegorz nauczył ich wszystkiego, co potrafił. Rzemiosła, którego nauczył go jego ojciec i dziad, oraz tego, czego sam się nauczył w wieloletniej praktyce. Jednak zleceń nie było wystarczająco dużo, by utrzymać 6 rodzin. A domy wciąż budowano lub odbudowywano, po częstych w tamtych czasach pożarach. I tak Grzegorz postanowił wysłać najmłodszego na naukę rzemiosła ciesielskiego. Wiedział, że taką naukę trzeba będzie opłacić, ale wiedział też, że Jan z Wieliczki – znany w Krakowie cieśla – jest bezdzietny, więc jak się domyślał za odpowiednią opłatą młodego i sprytnego ucznia do pomocy chętnie przyjmie…

Tradycyjne rzemiosło budowlane w przeszłości rozwijało się powoli i równolegle z rozwojem rozwiązań materiałowych. Dekarstwo i ciesielstwo były zawodami przekazywanymi z pokolenia na pokolenie lub z mistrza na ucznia, a następnie czeladnika, co najczęściej opłacała rodzina młodego adepta. Technologia budowy domu ewoluowała bardzo powoli, a więc i rzemieślnicy mieli czas na dostosowanie się do nowych materiałów i stworzenie własnych rozwiązań rzemieślniczych. Klasyczny układ Mistrz-Czeladnik był idealnym modelem, dopasowanym do ówczesnej kultury budowania.

Dzisiejszy rynek jest bardzo dynamiczny, pojawia się wiele zmian, dotyczących produktów, oferty, preferencji klientów, a więc i wyzwań na poziomie edukacji w rzemiośle budowlanym, a szczególnie w najbliższym nam rzemiośle dachowym. Warto odpowiedzieć sobie na kilka pytań dotyczących edukacji i rozwoju rzemiosła.

Czy model mistrz uczeń jest jeszcze aktualny? Jeżeli tak, to w jakiej formule?

Gdzie i jak kształcić przyszłych dekarzy?

Czy „starzy” dekarze również potrzebują dokształcania?

Kto powinien być odpowiedzialny za kształcenie i dokształcanie zawodowe?

Czy powinniśmy lobbować za ograniczeniem dostępu do rynku w formie „zezwoleń”?

Czy może wystarczą „zaświadczenia”, potwierdzające udział w szkoleniach?

Czy model Mistrz-Uczeń jest jeszcze aktualny?

Oczywiście, sam model jest i będzie aktualny. Niestety, jest pewne „ale” – staje się „niewydolny” albo inaczej, zmiany na rynku są zbyt szybkie, by ten klasyczny, standardowo kojarzący się z rzemiosłem budowlanym system edukacji był wystarczający. W ostatnich dziesięcioleciach kultura budownictwa ewoluuje bardzo szybko. Model mistrz i uczeń staje się nieaktualny, ponieważ wiedza z zakresu rzemiosła zmienia się, a czasem nawet dezaktualizuje w ciągu kilku lat, podczas gdy kiedyś zmiany obejmowały pokolenia. Oczywiście są elementy stałe i niezmienne, ale jest też dużo rozwiązań, które wymuszają ciągły rozwój i nieustanną edukację.

Najpoważniejsze zmiany na przestrzeni ostatnich lat, to kwestia nowych produktów, kształtu dachów, które są bardzo skomplikowane oraz zamieszkałych poddaszy. Pozwolę sobie wymienić kilka rozwiązań, które wciąż nie dorobiły się sprawdzonych i jednoznacznych zaleceń, lub które wciąż jeszcze ewoluują.

Krycie wstępne i wszystko, co jest z nim związane. Ciągle na rynku są amatorzy deskowania i papowania, co jest rozwiązaniem szczelnym oraz usztywniającym konstrukcję dachu, jednak generuje wiele potencjalnych problemów i błędów, związanych z wentylacją materiału izolacyjnego. Problem jest szczególnie istotny przy dachach wielopołaciowych o skomplikowanej kubaturze. Co ciekawe, w tym przypadku, wiele zależy od profesjonalizmu i wiedzy firm wykonujących docieplenia.

Krycie wstępne membraną, jest dużo lepsze, jeżeli chodzi o kwestię wentylacji materiałów izolacyjnych, jednak wciąż nie znamy trwałości membran (szczególnie tych najtańszych) w kategoriach wielu dziesięcioleci. Tu nadal przewagę wydają się mieć rozwiązania z użyciem pap.

Na rynek wchodzą płyty z pian poliuretanowych PIR, które są najlepszym materiałem izolacyjnym, jednak jeszcze nie dorobiły się jednoznacznych rozwiązań, dostosowanych do wszystkich typów poddaszy.

Coraz popularniejsze staje się docieplanie pianami natryskowymi, które – w związku ze swoją strukturą otwartą dyfuzyjne – mogą wygenerować wiele problemów związanych z zawilgoceniem konstrukcji dachu.

Montaż rynien, dobór haków i sposób ich zamocowania znacząco wpływający na wentylację przestrzeni podpołaciowej oraz wentylację termoizolacji.

Wentylacja podbitek w zależności od zastosowanego krycia wstępnego (te stosowane do dachów odeskowanych i opapowanych najczęściej są niewystarczające).

Wysokość kontrłat w zależności od kąta nachylenia, długości połaci i zastosowanego krycia wstępnego.

Stosowanie do paneli zatrzaskowych wyprofilowanych w kształcie rąbka, rozwiązań przeniesionych z rąbka rzemieślniczego, co generuje niepotrzebne koszty i najczęściej pogarsza wentylację.

Można by było prawdopodobnie wypisać jeszcze wiele rozwiązań i problemów, jednak główna myśl dotyczy edukacji. Czy jest niezbędna i kogo dotyczy?

Czy „starzy” i doświadczeni dekarze też potrzebują dokształcania?

Odpowiedź jest tylko jedna i bardzo zdecydowana. W dzisiejszym budownictwie, ciągłe dokształcanie jest niezbędne. Wynika to z:

Wprowadzania nowych produktów przez producentów.

Zmian w zaleceniach, związanych z nabywaniem doświadczeń przez producentów oraz wprowadzaniem nowych produktów i rozwiązań w elementach stycznych (zmiana w sposobie izolowania wymusza zmiany w sposobie montażu rynien, różne sposoby wykonania krycia wstępnego wymuszają zmianę w wykonaniu podbitek, różne produkty dachowe wymagają różnego wykonania więźby itp.)

Coraz częstsze migracje pracowników i całych ekip, wymagające umiejętności dostosowania się do rozwiązań regionalnych. I wymagające wiedzy, które z nich są jedynie przyzwyczajeniami, a które są uwarunkowaniem związanym z siłą wiatru, obciążeniem śniegiem itp.)

Gdzie i jak kształcić przyszłych dekarzy?

Obecnie jest kilka możliwości dokształcania się (oraz kształcenia młodych). Są to szkolenia organizowane przez producentów, szkolenia w niezależnych ośrodkach kształcenia dekarzy, szkolenia w ośrodkach afiliowanych przez regionalne oddziały Polskiego Stowarzyszenia Dekarzy oraz klasy zawodowe w szkołach budowlanych. Nie da się jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, które są najskuteczniejsze. Z mojego doświadczenia wynika, że ośrodki afiliowane przy PSD gwarantują najwyższy poziom, producenci zaś prezentują najbardziej aktualne rozwiązania do najnowszych produktów. W najtrudniejszej sytuacji jest szkolnictwo państwowe. Na szczęście coraz częściej, szkoły branżowe niemające wykwalifikowanych nauczycieli zawodowych oraz odpowiednio wyposażonych miejsc do praktycznej nauki zawodu, nawiązują współpracę z ośrodkami kształcenia dekarzy oraz producentami.

Czy powinniśmy lobbować za ograniczeniem dostępu do rynku w formie „zezwoleń”? Czy może wystarczą „zaświadczenia”, potwierdzające udział w szkoleniach?

Temat należałoby zacząć od zrozumienia różnorodności technologii i poziomu komplikacji produktów dachowych:

Blachodachówki (cięte na wymiar, panelowe, jednomodułowe, z posypką ceramiczną)

Panele na rąbek zatrzaskowy

Blachy płaskie, montowane na rąbek rzemieślniczy lub inny system mocowania

Karo z blach różnego rodzaju

Dachówki betonowe i ceramiczne

Papy

Gonty (drewniane, papowe)

Łupek skalny i kompozytowy

Płyty włóknocementowe i bitumiczne

 Strzecha

…oraz wiele innych produktów dachowych. Tradycyjnych oraz nowości, które wciąż pojawiają się na rynku. Do tego dochodzą jeszcze technologie montażu dachów płaskich, dachów i elewacji z płyt warstwowych, kasetonów, paneli elewacyjnych i wielu innych rozwiązań. Wszystkich montażystów, zajmujących się tymi wszystkimi produktami, nazywamy dekarzami. Dla laików jest to jedna grupa montażystów pod ogólnym hasłem blacharz-dekarz. Ale każdy, kto zna branżę wie, jak różna i rozległa wiedza jest niezbędna, praktycznie w każdym z tych produktów.

Z mojego doświadczenia wynika, że tak jak wydaje się prawo jazdy na różne typy pojazdów ( takie jak auta osobowe, motocykle, ciężarówki, ciągniki itp.), tak samo należałoby zdobywać zaświadczenia – a w przyszłości może nawet uprawnienia – do montażu różnych grup produktów dachowych. Przy takim podejściu rodzi się pytanie, kto miałby takie zaświadczenia lub pozwolenia wystawiać. Kto, jak i gdzie weryfikować umiejętności. Myślę, że ten temat, jest jeszcze przed naszą branżą, jednak taką dyskusję należy zacząć już dziś.

Wiedza na temat konstrukcji i fizyki dachu jest niezbędna do jego prawidłowego wykonania, ale jest też bardzo przydatna do przekonania klienta do tego, że warto zapłacić więcej za dobrze wykonaną robotę. Ale o tym w następnym odcinku.

Napisz komentarz