Blachotrapez Mistrz Dekarstwa – kulisy konkursu
O organizacji, zasadach i emocjach z Mateuszem Małkiem, Dyrektorem Marketingu Strategicznego i PR Grupy Blachotrapez rozmawia Iwona Szczepaniak
Można odnieść wrażenie, że z każdą edycją Blachotrapez Mistrz Dekarstwa budzi coraz więcej emocji. Jak wygląda finał z perspektywy organizatora?
W finale mamy ośmiu zawodników. Siedmiu z nich zostaje wyłonionych przez komisję na podstawie oceny nadesłanych zdjęć realizacji. Ósmy zawodnik jest wybierany w głosowaniu wszystkich śledzących konkurs Blachotrapez Mistrz Dekarstwa (przyp. red. tak zwna Dzika Karta).
Sam finał konkursu stawia uczestników pod dużą presją czasu, obserwatorów, sędziów i kamer. Wiadomo, że jest to stresujące i wielu z nich nie ukrywa, że przez to tracą, nie mogą się skupić, nie są w stanie nadążyć z pracą, którą przecież wykonują codziennie na dachach. Często podkreślają, że to jest największy problem. Są również tacy, którzy twierdzą, że to im wręcz pomaga.
Podczas finału na arenie konkursowej znajduje się 16 kamer, które cały czas śledzą niemal każdy ruch zawodników, a uzyskany z nich zapis jest archiwizowany. Jest to porównywalne z meczem najwyższej klasy rozgrywkowej piłki nożnej. Relację live obsługuje 40 osób, a wokół areny jest zgromadzonych jest mnóstwo kibiców. To tylko liczby, ale zawodnicy widzą, słyszą i czują te emocje. To naprawdę robi wielkie wrażenie i może spowodować zdecydowane podniesienie poziomu stresu.

Konkurs ma bardzo ograniczony czas i zadanie, które z założenia jest nie do wykonania w kilka godzin. To nie jest tak, że ktoś z tej ósemki nie potrafi zrobić przygotowanego zadania. Owszem, każdy z zawodników ma plan, ale każda decyzja o tym, że coś zmieniają, że gdzieś wracają, może spowodować, że przegrają. Tego na co dzień na dachu nie ma, nie pracują pod taką presją. Na arenie jest konkretne zadanie, konkretny czas i wytyczne oceny. To są dwa rodzaje rzeczywistości: jedna – wykonać zadanie na dachu, a druga – wykonać je w sterylnych warunkach, przygotowanych dokładnie tak samo dla każdego z dekarzy, ale z ogromną ilością stresu.

To wydaje się proste, ale łatwo nie jest. Jedna decyzja to cenne sekundy, które mogą wpłynąć na ostateczny wynik. Mieliśmy sytuację, że dekarze, którzy kibicowali bądź oglądali relację, mówili, że zadanie jest proste, że da się je zrobić. I kilku z tych dekarzy po starciu w finale zmieniało zdanie. To było proste, ale tylko z perspektywy obserwatora. W rzeczywistości jest dosłownie chwila na podjęcie decyzji. O wygranej w starciu z najlepszymi przesądza to: jak i co robimy oraz na co zwracamy uwagę. To jest zupełnie tak samo jak z igrzyskami olimpijskimi – zawodnicy nie są przypadkowi. Ci ludzie robią to na co dzień, są prawdziwymi mistrzami, za których ręczę. Jeżeli ktoś ich zatrudni, z pewnością wykonają kawał dobrej roboty. Niestety, zasady konkursu są z góry ustalone. Może zwyciężyć tylko jeden, a o tym często decydują detale. Dlatego podczas prowadzenia konkursu wielokrotnie podkreślam, że tak naprawdę wszyscy finaliści są dla mnie zwycięzcami.
Czy zasady konkursu zmieniają się z roku na rok, czy raczej staracie się utrzymać stały format?
Z edycji na edycję wprowadzamy naprawdę drobne, kosmetyczne zmiany. Wiąże się to przede wszystkim z finałowym zadaniem, które w danym roku trzeba wykonać. Przygotowuje je komisja z Centrum Szkoleniowego Blachotrapez i jest ono ściśle strzeżone. Nikt w firmie nie wie jak jest ono przygotowane. Komisja wybiera część dachu (na przykład połączenie dachu z elewacją lub wykończenie komina), produkty z portfolio Blachotrapez i partnerów konkursu (produkty pokrewne, akcesoria). W ocenie uwzględnia poprawność wykonania zadania w tym na przykład wentylacji dachu. W Komisji mamy specjalistę (przyp. red. Krzysztof Patoka), który właściwie całe życie poświęcił na zgłębianie tego tematu. Wszystko dopasowujemy do tego, aby wykonać w kilka godzin część dachu i pokazać, że nie został pominięty żaden element.
Mamy więc skalę mikro, a ocenę – makro. Na dachu jakość wykonania weryfikuje najczęściej pogoda, ewentualnie rachunki, które trzeba płacić za ogrzewanie i za klimatyzację.
Tym, co zmieniliśmy w tym roku, według mnie na korzyść zawodników, było przekazanie zdania konkursowego. W poprzednich edycjach o szczegółach uczestnicy dowiadywali się w dniu konkursu. W 6. edycji zdecydowaliśmy przekazać je wcześniej wraz z instrukcją montażu, którą zawodnicy mogli zabrać ze sobą (przyp. red. była też dostępna podczas finału). Miało to na celu nie tylko ułatwić finalistom zadanie, ale i podnieść poziom. Instrukcje montażu nie są tajemnicą – są opublikowane na stronie producenta, czyli sponsora tytularnego firmy Blachotrapez.
Przyjrzyjmy się składowi sędziowskiemu tej edycji. Kim są oceniający przebieg prac?
To może krótko, bo ich wiedza i doświadczenie właściwie mówią same za siebie. Dariusz Nowicki – orzecznik techniczny, przewodniczący komisji w zawodach: cieśla, blacharz, dekarz; Krzysztof Patoka – uznany fachowiec, zwłaszcza jeśli chodzi o wentylację, pionier wielu rozwiązań; Piotr Maciaszek – mistrz dekarstwa i blacharstwa, szkoleniowiec Centrum Szkoleniowego Blachotrapez i Jacek Robak – dekarz, zwycięzca 1. edycji konkursu. Wszyscy z udokumentowanymi poczynaniami w swojej branży, publikujący na co dzień, znający od podszewki rozwiązania stosowane na dachach i właściwie wielokrotnie poświęcający całe swoje życie dla tego zawodu. Trudno jest podważać takie autorytety.

Bezstronność jury ma olbrzymie znaczenie dla końcowej oceny. Podczas konkursu widzimy sędziów, którzy wspólnie przechodzą przez wszystkie stanowiska. Czy oni ustalają ze sobą punkty za poszczególne etapy?
Mamy czterech niezależnych sędziów-specjalistów. Każdy z nich ma własną kartę ocen z listą elementów i możliwą liczbą punktów, które przyznaje według własnej opinii po obejrzeniu pracy. Nie dyskutują ze sobą, nie uzgadniają punktacji. Jednak bardzo często te oceny są bardzo zbliżone, żeby nie powiedzieć identyczne. Nie ma zbyt dużych różnic, że jeden z jurorw przyznała 1 punkt, a drugi – 5 punktów. Dopiero przy zliczeniu punktów sędziowie ujawniają swoje karty. Sumuje się wszystkie punkty każdego uczestnika i w ten sposób jest wyłaniany zwycięzca.
Od pierwszej edycji konkursu w 2020 roku karty ocen właściwie się nie zmieniły. Do tej pory mieliśmy dwóch głównych sędziów. W pierwszych edycjach był to Bogdan Kalinowski, a w ostatnich – Dariusz Nowicki. Karty wyglądają dokładnie tak samo. Są dostosowane do aktualnego zadania.
Wielokrotnie rozmawiamy z sędziami przed każdą edycją konkursu o tym, że właściwa ocena to jest ogromna odpowiedzialność. Pierwszy odjeżdża ze wszystkim, pozostali otrzymują drobną nagrodę. Zdajemy sobie sprawę, że finał może być rozczarowujący dla pozostałej siódemki, ale zasady są wszystkim znane i każdy je akceptuje.
Jesteśmy też przygotowani na sytuację, w której różnica będzie wynosić jeden czy dwa punkty. W tym roku była dość spora – 13 punktów między pierwszym zawodnikiem a drugim. Dla porównania – wynik głosowania na Mistrza Dekarstwa Publiczności różnił się o niespełna 0,5 punktu procentowego.
Może się zdarzyć, że różnice są niewielkie. Natomiast w tej tegorocznej, szóstej edycji – co podkreślał przewodniczący Dariusz Nowicki podczas wręczenia nagrody głównej na scenie w Kielcach – wszyscy sędziowie byli zgodni co do punktacji dla zawodników, czyli wskazywali dokładnie tak samo miejsca od pierwszego do ósmego. Poza zwycięzcą nie przyznaliśmy kolejnych miejsc. To jest celowy zabieg. Na początku przyznawaliśmy drugie i trzecie miejsce, natomiast od 3. edycji już tego nie robimy, ponieważ uważamy finalistów za absolutnych specjalistów w swoim zawodzie. Nie chcemy, żeby ktoś, kto zajmuje ósme miejsce był odbierany jako ten, który jest najgorszy, bo wcale tak nie jest. On po prostu miał gorszy dzień, słabszą dyspozycję, być może zadecydowało pokrycie. Ci dekarze nie zawsze kryją na co dzień pokryciem dachowym, które jest w zadaniu. Jedni kryją tylko panelami, a inni – modułówkami. Nagle okazuje się, że to zupełnie inny produkt z innymi wymaganiami, inną kartą montażu. Połączenie dachu z kruszywem skalnym, też nie zdarza się na co dzień, natomiast ci dekarze sobie z tym poradzą. W rzeczywistości mają wsparcie merytoryczne Centrum Szkoleniowego – zawsze można tam zadzwonić, zawsze można przyjechać, zawsze można się doszkolić. W finale do pomocy pozostaje tylko instrukcja.
Zapewniacie równe szanse wszystkim finalistom. A jak są punktowane poszczególne zadania?
Jeżeli mówimy o jednym elemencie, czyli na przykład o tej wentylacji, którą już tutaj zdążyliśmy zahaczyć kilka razy, to za nią można było dostać maksymalnie pięć punktów. W ostatniej edycji nikt nie otrzymał za ten etap maksymalnej liczby punktów. Nieważne, czy zawodnik zrobi to jeszcze lepiej, jeszcze bardziej estetycznie – za ten element jest przewidziana tylko tyle. Pozostałe elementy zawarte w karcie ocen mogą ostatecznie wpłynąć na zwiększenie lub zmniejszenie różnicy w ostatecznej ocenie.
Które z elementów do wykonania podczas finału najtrudniej ocenić?
Myślę, że trudno wybrać takie etapy, aczkolwiek w tej edycji komisja podkreślała, że musieli nawet rozbierać niektóre elementy z gotowej pracy, żeby zobaczyć, czy zostały one poprawnie wykonane. Elementy do wykonania są jasno określone oraz wynikają z kolejności montażu i instrukcji. Każdy z nich ma ją podczas rywalizacji na swoim stoliku i w każdej chwili może do niej zajrzeć. Pewne rzeczy montuje się standardowo, ale są produkty, które wymagają specjalnego montażu, stąd ta instrukcja.
Poprzeczka w konkursie jest postawiona bardzo wysoko i nie ma właściwie szansy na to, żeby ukończyć zadanie w czasie, który jest zaplanowany. W historii tego konkursu nie było uczestnika, który ukończyłby całe zadanie w stu procentach. Nie było też zawodnika, który otrzymał maksymalną ilość punktów, nawet zwycięzcy.
Musimy sobie jasno powiedzieć: to nie wynika z tego, że finaliści nie potrafią wykonać zadania. Wynika to z presji czasu i obecności kamer, mediów, tego wszystkiego, co się dzieje dookoła.
Ambasadorami firmy są sportowcy – polscy skoczkowie. W tym roku był to Adam Małysz. Jakie ma to znaczenie?
Od lat jako firma wspieramy polski sport, a od 2019 roku sponsorujemy reprezentację Polski w skokach narciarskich. Naszym ambasadorem jest Kamil Stoch, a do konkursu zaprosiliśmy Adama Małysza, który właściwie dźwignął skoki narciarskie w Polsce. Adam swoją osobowością zbudował u nas kulturę kibicowania. Efektem była Małyszomania i nic w tym dziwnego – to dzięki niemu mieliśmy wspaniałą kadrę. Mamy Kamila z super kadrą pojawiającego się Kacpra Tomasiaka czy innych młodych adeptów, którzy będą dołączali do kadry skoczków.

Dzięki Adamowi to dziś druga najchętniej oglądana dyscyplina w Polsce, a już trzecie pokolenie zawodników pokazuje, że potrafimy utrzymać sukces i należymy do światowej czołówki. Małysz wielokrotnie mówił o stresie i wciąż do tego wraca. Jest to ważne teraz w kontekście obu olimpijskich wyczynów Kacpra Tomasiaka. To młody chłopak, który nagle został wrzucony na głęboką wodę.
Dekarze, którzy brali udział w finale konkursu z kamerami, z krzykami, z podpowiedziami zza areny, również zostali wrzuceni na tę głęboką wodę. W jednej z poprzednich edycji zauważyliśmy, że jeden z finalistów ma słuchawkę w uchu. Szybko zareagowaliśmy, groziła mu dyskwalifikacja. W finale nie ma na to miejsca, nie ma pomocy przyjaciół. Są mistrzowie, są koledzy, którzy mogą zza areny coś podpowiedzieć, pozostaje jednak pytanie, czy warto korzystać z tych sugestii. W historii konkursu zdarzyło się, że nagle zawodnik zmienił sposób działania, ale nie zwyciężył, bo zwyczajnie zabrakło mu czasu.

Szósta edycja dużego, doskonale zorganizowanego konkursu, znany i szanowany ambasador Adam Małysz, wsparcie rzetelnych partnerów, sędziowie-eksperci z dużym doświadczeniem, kamery niemal na każdym kroku, zasady z góry ustalone na korzyść uczestników finału, bo zdajecie sobie sprawę z tego, jak duża jest to presja i nagle się okazuje, że ta ostatnia edycja wzbudziła sporo emocji. Czy spodziewaliście się krytyki po ogłoszeniu wyników?
Na pewno spodziewamy się emocji, które zawsze będą, bo to nie jest coś, co przechodzi obok nas obojętnie. Jeżeli mówimy o dwudniowej relacji live, którą obejrzało ponad pół miliona osób w dwóch kanałach na YouTube i na Facebooku, o kilku milionach osób dotarcia z informacją o konkursie i tego, że coś takiego dzieje się w branży, to automatycznie spodziewamy się tego, że będzie to budziło emocje. Możemy to odnieść do ostatnich Igrzysk Olimpijskich: powołanie pewnych zawodników, zmiany, podejście PKOL-u i sponsorowanego przez nas Związku Narciarskiego. Zostały podważone decyzje, dlaczego powołujemy pewnych zawodników, a innych nie. Z kolei PZN doskonale wie, w jakiej formie są konkretni zawodnicy. Jeżeli patrzylibyśmy dokładnie przez pryzmat tego, kto powinien jechać na te igrzyska olimpijskie, to naszego multimedalisty Kacpra Tomasiaka nie powinno tam w ogóle być, bo nie wywalczył tych punktów, które były wymagane. Wywalczyli je jego koledzy z kadry. Natomiast on w tym momencie jest absolutnie liderem tej kadry i jest zawodnikiem, który ciągnie wszystko. Bardzo podobną sytuację mamy w finale konkursu. Mówimy o dyspozycji dnia, mówimy o dyspozycji czasu, mówimy o tym, że dekarze dostali się do konkursu, spełniając pewne kryteria. Wywalczyli szansę od losu i walczą o zwycięstwo.
Jako Blachotrapez od początku zwracamy uwagę na to, żeby komisja konkursowa była zewnętrzna, żeby jak najbardziej pokazać, że totalnie nie mieszamy się w wynik. Jesteśmy tylko sponsorem tytularnym i mamy potężnych sponsorów złotych, srebrnych i brązowych, którzy absolutnie nie dopuściliby do jakiejkolwiek manipulacji. Mamy ambasadora, Adama Małysza, który jest uznanym sportowcem na całym świecie. Nie ma możliwości, żebyśmy mogli mówić o jakimkolwiek układaniu się.
Naprawdę rozumiem emocje i to, że sam konkurs jest rozgrzany do takiej czerwoności, że mogą pojawić się skrajne uczucia, protesty czy wręcz podpuszczanie innych. Natomiast jestem absolutnie pewny, że konkurs był czysty, tak samo jak wszystkie poprzednie jego edycje.
Jak Wy jako organizator radzicie sobie z negatywnymi komentarzami?
To nie jest ani dobre, ani absolutnie przyjemne. Przy całym zaangażowaniu ludzi, wysokich kosztach współpracy partnerskiej i ambasadorskiej z całym szacunkiem, ale tutaj nie ma miejsca na to, żeby konkurs był ustawiony. Tak jak powiedzieliśmy sobie wcześniej, zasady konkursu były omówione wcześniej, zadania konkursowe były przekazane wcześniej. Dochodzi do tego presja czasu i umiejętności wszystkich, które ja uważam, że są na bardzo wysokim poziomie i tak naprawdę decyduje tutaj, zupełnie jak w igrzyskach olimpijskich, dyspozycja czasu, dyspozycja chwili, szybkość, radzenie sobie ze stresem. Umiejętności – o czym jestem całkowicie przekonany – są u wszystkich na mistrzowskim poziomie. Plus dodatkowo wiadomo, są pewne etapy wykonania zadania punktowane i można otrzymać z góry ustaloną maksymalną liczbę punktów. Na koniec jest to sumowane przez niezależnych sędziów. Nie ma miejsca na to, żeby w ogóle ktokolwiek zaingerował, zwłaszcza że mamy sponsorów zewnętrznych: firmy FAKRO, Marma Polskie Folie, Klimas Wkręt-met, to są sami złoci partnerzy. Im również zależy na tym, żeby wspierać czysty konkurs. Przykre jest to, że sami uczestnicy i ich koledzy jako brać dekarska potrafią sobie robić krzywdę. Jeżeli tego typu informacje docierają do organizatorów konkursu, to odnoszę wrażenie, że naprawdę nie jest to sprawiedliwa opinia.
Podsumowując: ta fala negatywnych komentarzy pojawiła się nie z powodu niezrozumienia zasad konkursu, tylko raczej z powodu emocji. Czy w związku z tym po ostatniej edycji rozważacie wprowadzenie zmian w zasadach konkursu?
Zapewniam, że wszystko jest doskonale przygotowane. Nie mamy możliwości zapanowania nad emocjami innych osób, chociażby w odniesieniu do tego, że ktoś kogoś wcześniej znał. Jesteśmy branżą zamkniętą. Tu wszyscy się znają. Jesteśmy w trakcie świętowania 35-lecia firmy FAKRO w Muszynie. Spotkałem tu dekarzy, którzy nie współpracują z nami, tylko z firmami konkurencyjnymi – z uśmiechem witaliśmy się, rozmawialiśmy jak dobrzy znajomi.
Czy finaliści mogą sobie pomóc, biorąc udział w szkoleniach w Centrum Szkoleniowym Blachotrapez?
Nie wymagamy od finalistów tego, żeby uczestniczyli w szkoleniach. Wszyscy są zaproszeni do zdobywania nowych umiejętności i wszyscy mogą brać udział w konkursie. Część finalistów była po naszych szkoleniach, a część nie czuła takiej potrzeby bądź po prostu doszkalała się w inny sposób. Nie weryfikujemy tego, w jaki sposób ktoś podniósł swoje kwalifikacje, gdzie zdobył wiedzę i doświadczenie. Wiadomo, możemy mieć szefa, który przekaże nam wiedzę, który był na tym szkoleniu, ale może być to też bezpośrednie spotkanie.
Nie ma jednak specjalnych szkoleń przygotowujących do konkursu, a tym bardziej – do zadania. Są natomiast szkolenia z montażu paneli, z obróbki komina, z wentylacji, ze wszystkich tych części dachu, które mogą spotkać dekarza na dachu. One są jak najbardziej przydatne, zwłaszcza przekazywane przez naszych profesjonalistów, szkoleniowców, którzy odpowiadają też na pytania pojawiające się podczas nauki. Czy to może ułatwić na przykład wykonanie zadania konkursowego? Trudno na to pytanie odpowiedzieć.

Czy z tej sytuacji można wyciągnąć pozytywne wnioski?
Gorzkie słowa, które się pojawiły, stanowiły niewielki ułamek tego wszystkiego dobrego, co się działo. W porównaniu z dotarciem do milionów ludzi mówimy tylko o kilku komentarzach zamieszczonych na Facebooku pod postem o wygranej. Jeżeli im się przyjrzymy, to bardzo cieszy mnie jedno. Odezwali się dekarze, którzy wcześniej brali udział w różnego rodzaju konkursach, także na arenie międzynarodowej – w Mistrzostwach Świata Młodych Dekarzy – i są też sędziami w różnych zawodach. Podkreślali oni, jak duża jest to presja i że tam nie ma mowy o jakimkolwiek ustaleniu.
Rozmawiałem z producentami telewizyjnymi, rozmawiałem z organizatorami wielkich przedsięwzięć sportowych. Wszyscy są pod ogromnym wrażeniem naszych działań. Dzisiaj postrzegamy zawód dekarza, tych ludzi, którzy go wykonują, zupełnie inaczej niż jeszcze 5-6 lat temu. Dla nas to są bohaterowie, którzy na co dzień, niezależnie od warunków pogodowych i gospodarczych, potrafią robić naprawdę wysokiej klasy rzemiosło. Dekarstwo dzisiaj, a dekarstwo jeszcze chociażby dekadę temu, to są dwa różne światy.
Warto też inaczej spojrzeć na samą nagrodę. Nie jest nią tylko auto z bonusami. Każdy z uczestników zgarnia prestiż, jest topowym dekarzem w Polsce. Można to wykorzystać i na pewno jako firma Blachotrapez, jesteśmy z tymi ludźmi i chcielibyśmy ich wspierać.
Mówimy o 6. edycji, szóste auto odjechało, może będzie siódme, ósme, może nawet setne. Tego nie wiemy. Natomiast jedno już jest pewne – zgodnie z regulaminem żaden z dotychczasowych zwycięzców nie wystartuje w tym konkursie. Zapraszamy więc każdego, kto czuje niedosyt i chciałby się ponownie zmierzyć na arenie dekarskiej.
Korzystając z okazji – mam taki apel: bracia dekarze, współpracujmy i wspierajmy się! Ta branża jest mała, rąk do pracy brakuje i warto sobie pomagać. Szanujmy się wzajemnie, próbujmy osiągać więcej, rozwijajmy produkty, bo mamy bardzo dużo do powiedzenia w tym, co robimy na co dzień. Wymieniajmy się wiedzą, organizujmy więcej tego typu konkursów. My, nasza konkurencja, nasi partnerzy, stowarzyszenia, które istnieją. Im więcej tego typu działań, tym więcej prestiżu i promocji zawodu dekarz. Firma Blachotrapez od wielu lat wspiera sportowców, ale również dekarzy. To oni są najlepszymi ambasadorami naszej firmy. Nie wystrzeżemy się błędów w komunikacji, bo to jest bardzo trudne. Ile ludzi, tyle opinii. Jednak absolutnie nie chcemy dzielić ludzi, wręcz przeciwnie – chcemy ich łączyć.
Nie da się zaprzeczyć, że żyjemy w świecie hejtu. Wcześniej rozmawialiśmy o tym, co wydarzyło się znowu na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w Mediolanie. Ile hejtu i nienawiści spłynęło na Polę Bełtowską, która zanotowała życiowy sezon, ale z powodu słabych skoków spotkał ją brutalny hejt ze strony kibiców w mediach społecznościowych. Jest jednak w tym coś, co mi się bardzo podoba i powinniśmy wziąć przykład – niesamowicie ogromna liczba ludzi, w tym jej konkurentki, stanęła za Polą murem.
Doceniajmy więc to, co jest dobre i wykorzystujmy szanse, które pojawiają się przed nami. Czekamy więc na kolejną edycję konkursu i na same pozytywne emocje! Bardzo dziękuję za rozmowę.









