KAMIL STOCH

AMBASADOR MARKI Blachotrapez.

Jest Pan kilkukrotnym mistrzem świata, kilkukrotnym mistrzem olimpijskim i kilkukrotnym zdobywcą Pucharu Świata w skokach narciarskich. Jak wyglądała droga do tego sukcesu?

W sporcie zazwyczaj droga do sukcesu jest kręta i wyboista. W moim przypadku było tak, że dosyć długo musiałem czekać na pierwszy większy sukces w zawodach seniorskich. Pierwsze podium, a zarazem pierwsze zwycięstwo w Pucharze Świata przyszło gdy miałem 23 lata. Niektórzy muszą czekać jeszcze dłużej, ale ja zawsze byłem niecierpliwy i bardzo pragnąłem być jednym z najlepszych skoczków narciarskich na świecie.

W trakcie kariery sportowej bywają kryzysy. Ja na szczęście zawsze miałem wokół siebie wspaniałych ludzi, którzy pomagali mi na każdym etapie mojej przygody ze skokami. Na początku byli to moi rodzice. Później w szkole średniej
był Krzysztof Sobański, trener i nauczyciel w jednym, który pomógł mi przetrwać okres dojrzewania. Następnie poznałem najwspanialszą osobę w moim życiu, czyli moją żonę.

Zaczął Pan swoją przygodę dość wcześnie. Jak to jest latać? Z czym trzeba zmierzyć się w powietrzu?

Trudno jest opisać słowami to, co dzieje się w powietrzu i jakie emocje towarzyszą skoczkowi narciarskiemu właśnie w takiej chwili. Ze swojej strony mogę tylko powiedzieć, że kiedy po wyjściu z progu układam się do lotu, to czuję wtedy bezgraniczną wolność. Czas się jakby zatrzymuje i nie ma wtedy nic, ani nikogo. Jestem tylko ja, narty i powietrze. Kilka sekund zapomnienia.

Jakie cechy trzeba mieć, żeby być najlepszym skoczkiem narciarskim?

Uważam, że skoczek narciarski na początku swojej drogi powinien się wykazywać odwagą, uporem, wytrwałością i dyscypliną. Oczywiście te i wiele innych cech nabywa się lub kształtuje w trakcie treningów i przeżywania wzlotów i upadków.

Czy nie chciał Pan nigdy rzucić tego sportu i zająć się czymś innym?
kamil stoch

Miałem w swoim życiu taki moment, że zacząłem się zastanawiać, czy to, co robię ma sens i czy nie lepiej byłoby zająć się czymś innym. To było jeszcze w okresie dojrzewania kiedy dorastałem, zmieniały się parametry mojego ciała i kompletnie nie szło mi na skoczni. Kiedy tak się zastanawiałem co mógłbym robić innego, to dochodziłem do wniosku, że i tak nic innego nie umiem, bo całe życie trenowałem skoki. Poza tym kocham ten sport i w głębi duszy nie chcę robić nic innego. Cieszę się, że w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Zakopanem miałem fantastycznego trenera, który pełnił również rolę wychowawcy. Trener Sobański pomógł mi zrozumieć, że taki okres musi przejść każdy i jeśli go przetrwam, to będę mocniejszy.

Jak znaczenie ma dla Pana dom, rodzina? Co Panu daje?

Dom jest dla mnie miejscem, gdzie skoki narciarskie schodzą na drugi plan. W domu odpoczywam. Jest to miejsce, gdzie nie muszę oglądać się w około, czy ktoś mnie obserwuje. Tutaj mogę być sobą. W domu chcę być mężem dla swojej żony, gospodarzem, ogrodnikiem, po prostu normalnym facetem.

Dlaczego wybrał Pan firmę Blachotrapez? Co Pana do tego przekonało?

Kierując się doborem partnerów, z jakimi chcę współpracować zwracam uwagę na to, jakimi wartościami kieruje się dana firma. Blachotrapez to nasza rodzima firma, która tak jak ja nieustannie chce się rozwijać i poszerzać swoje horyzonty.

Na czym polega taka współpraca w praktyce?

Właśnie na tym obustronnym rozwoju i poszerzaniu horyzontów 🙂

Pandemia wirusa zmieniła świat. Czy wpłynęła też na przygotowania do sezonu?

Na szczęście dla nas skoczków narciarskich pandemia nie miała większego wpływu na przygotowania do sezonu. Okres wiosenny zawsze spędzamy na siłowni i tam budujemy bazę motoryczną. Jako kadra narodowa mieliśmy dostęp to sprzętu oraz obiektów sportowych. Nie odbyły się co prawda letnie konkursy w skokach , ale w niczym nam to nie przeszkodziło. Cieszę się, że w zimie prawie wszystkie zawody udało się rozegrać i mieliśmy okazję rywalizować.

Ostatni sezon odbył bez dopingu kibiców. Czy to miało dla Pana znaczenie?

Zawody bez kibiców to jak dom bez dachu. Niby są te cztery ściany, ale jednak czegoś zawsze brakuje. Uwielbiamy skakać przed publicznością. Sportowcy chcą być oklaskiwani i podziwiani. Czekam już na to, kiedy fani wrócą na trybuny i znów będzie normalnie.

Dziękuję za rozmowę i życzę dalekich lotów w kolejnym sezonie.

Napisz komentarz