Krzysztof Pruszyński

Prezes zarządu Pruszyński Sp. z o.o. – rozmawiała IWONA SZCZEPANIAK. Wywiad z sierpnia 2019 r.

Blachy Pruszyński jest firmą rodzinną, któ­ra ma w nazwie Pańskie nazwisko. Czym dla Pana jest taki rodzinny biznes? Czy dziś nazwałby Pan swoją firmę inaczej?

Nie wyobrażam sobie, aby firma mogła mieć inną nazwę. Podkreśla ona nasz cha­rakter, czyli przedsiębiorstwa rodzinnego. Jestem przywiązany do takiej formy prowa­dzenia biznesu. Miałbym problem z odna­lezieniem się w innym niż obecny układzie.

Firma to nie wirtualny byt. Nie można patrzeć na nią wyłącznie przez słupki i wykresy obrazujące wyniki finansowe. Dla mnie firma jest jednym z dzieci, ale też spo­sobem na życie, no i oczywiście źródłem utrzymania.

Pana firma zdobyła wiele znaczących na­gród. Co jest dla Pana ważne w zarządza­niu ludźmi?

Przedsiębiorstwo to przede wszystkim ludzie. Prowadząc działalność rodzinną doskonale to rozumiem. I choć powoli przy­zwyczajam się do myśli, że Blachy Pruszyń­ski to naprawdę duże przedsiębiorstwo, to wciąż staram się utrzymywać bliskie relacje z pracownikami. Nie tworzymy skompliko­wanych struktur wewnętrznych czy innych zbędnych barier. Każdy może do mnie przyjść i podzielić się swoim problemem.

Jak według Pana powinna wyglądać suk­cesja w firmie rzemieślniczej, biorąc pod uwagę ambicje młodych ludzi?

Sukcesję można przeprowadzić na wiele sposobów. Niezależnie jednak od tego, który się wybierze, należy o całym przed­sięwzięciu pomyśleć z dużym wyprze­dzeniem. Dzieci – jeżeli oczywiście chcą w przyszłości wiązać się z firmą – należy wprowadzać do niej stopniowo, zaczynając w jak najmłodszym wieku. Najlepiej, gdy przejdą wszystkie stopnie kariery i poznają przedsiębiorstwo od podszewki.

Tak też było w przypadku mojej rodziny. Dziś mój najstarszy syn kieruje własną fir­mą, która wyrosła w naszej grupie. Extral, bo o tym podmiocie mowa, działa od mniej więcej 10 lat. Obecnie zatrudnia około 300 osób i jest jednym z największych w Polsce producentów profili aluminiowych. Drugi z synów natomiast zarządza przejętą przez nas mniej więcej dwa lata temu spółką Centrum Florian, która tak jak Blachy Pru­szyński zajmuje się produkcją blaszanych pokryć dachowych i elewacyjnych.

Czy prowadzenie takiej firmy przekłada się w jakiś sposób na rzemieślnika lub klienta ostatecznego?

Wartości, jakie przyświecają firmie rodzin­nej, przekładają się nie tylko na wspominane przeze mnie relacje z pracownikami, ale też z naszymi partnerami biznesowymi. Są one z reguły bardzo bliskie i bezpośrednie. Drzwi do mojego gabinetu są zawsze otwarte. Nie mam nawet swojego osobnego sekretaria­tu, który blokowałby do mnie dostęp.

Czy Pana doświadczenie dekarskie poma­ga w prowadzeniu firmy produkcyjnej?

Z każdym rokiem coraz mniej. Rzeczywi­stość zmienia się bardzo szybko i to, co było aktualne 25 lat temu dziś na niewiele może się zdać. Moje doświadczenie wynie­sione z placów budowy może się już nieco rozmijać z obecną praktyką.

Wciąż jednak mam ogromny sentyment do środowiska dekarskiego, co z pew­nością wpływa na sposób prowadzenia przeze mnie biznesu. Uważam bowiem, że dotarcie do dekarzy z naszym produktem, przekonanie ich do niego stanowią o suk­cesie takich wyrobów jak nasze.

Czy rzemieślnicy uczestniczą w projekto­waniu produktów lub rozwiązań?

Staramy się mieć stały kontakt ze środo­wiskiem dekarskim. Co roku przez nasze centrum szkoleniowe przewija się około 2 tysięcy osób. Uważnie słuchamy ich uwag czy podpowiedzi. Dzięki temu jesteśmy w stanie doskonalić nasze produkty.

Co Pan sądzi o zmianach, które zacho­dzą aktualnie na rynku wykonawczym – wzrost cen, problemy z pracownikami?

Zjawiska te są uniwersalne – dotyczą całe­go rynku pracy w Polsce. Należy więc na­uczyć się z nimi żyć.

Według mnie obecne wyzwania zwią­zane z – generalnie mówiąc – rosnącymi kosztami zatrudnienia, w dłuższej perspek­tywie mogą okazać się korzystne. Dziś bowiem staje się oczywiste, że za ciężką pracę, jaką są usługi dekarskie, należy się godziwe, legalnie wypłacane wynagro­dzenie. Firma wykonawcza, która tego nie akceptuje traci ludzi i wypada z rynku. Tak więc mamy do czynienia z normalizacją re­lacji panujących w branży.

W jaki sposób Blachy Pruszyński wspiera wykonawców i profesjonalne rzemiosło?

Wspomniałem już o szkoleniach, jakie pro­wadzimy co roku dla przedstawicieli firm wykonawczych. Jest to niezwykle ważne narzędzie poprawiające jakość usług de­karskich. Dlatego rozwijamy ten program. Niebawem po całej Polsce zacznie jeździć odpowiednio wyposażona ciężarówka z logo Blachy Pruszyński, która ma służyć za mobilne centrum szkoleniowe. W ten sposób chcemy wesprzeć naszych lokal­nych dystrybutorów, docierając bezpośred­nio do ich miejscowości, na tereny, na któ­rych działają.

Jaki cechy charakteru powinien mieć rze­mieślnik, który chce osiągnąć taki sukces jak Pan?

Wydaje mi się, że kluczowe cechy to solid­ność, uczciwość, pracowitość oraz otwarty umysł. Trzeba dostrzegać to, co się dzieje wokół i odpowiednio na to reagować.

Jaka jest według Pana rola takich organi­zacji jak Polskie Stowarzyszenie Dekarzy w kształtowaniu rynku budowlanego?

Stanowią one doskonałą platformę wymia­ny wiedzy i doświadczeń między poszcze­gólnymi uczestnikami branży. Dzięki temu wspólnie jesteśmy w stanie kreować coraz bardziej profesjonalny rynek.

Dekarze znają Pana głównie z płaszczyzny współpracy, ale każdy ma też czas dla sie­bie. Jak lubi go Pan spędzać?

Jestem pasjonatem narciarstwa. W sezo­nie staram się być na stoku najczęściej jak to tylko jest możliwe. Jednak z uwagi na kontuzję w najbliższym czasie czeka mnie przerwa w uprawianiu tego sportu. Mam nadzieję, że będzie ona krótka.

Mam też ulubione regiony Polski, w któ­rych lubię spędzać czas, aby odpocząć, odciąć się od codziennego życia. Jednym z nich jest morze, a drugim – moja rodzinna Białowieża.

Napisz komentarz