Od pierwszej hali do największego producenta
Wywiad z Krzysztofem Pruszyńskim, Prezesem Zarządu Pruszyński Sp. z o.o.
Kolejny jubileusz, bo 40 lat, już za Panem. Jak wyglądały początki przedsiębiorstwa?
Pierwsze pozwolenie na działalność gospodarczą dostałem w 1985 roku. Dzięki niemu mogłem produkować akcesoria blaszane, między innymi lejki do paliwa. Dość szybko jednak zająłem się dekarstwem. Zdałem egzamin czeladniczy, a następnie – mistrzowski.
Punktem zwrotnym dla rozwoju firmy była przeprowadzka z rodzinnego Podlasia pod Warszawę. W czerwcu 1990 roku wraz ze współpracownikiem skonstruowałem pierwszą własną maszynę do trapezowania blach. Nasza siedziba w Sokołowie początkowo zajmowała jedynie 3 hektary ziemi. Dziś są to niecałe 23 ha. Jak widać przedsiębiorstwo nieco się rozrosło.
Co uważa Pan za swój największy sukces biznesowy?
Jestem przedsiębiorcą, który ceni sobie stały, systematyczny rozwój. Jest on dla mnie ważniejszy niż dokonywanie jakiś spektakularnych skoków. Sukces nie był związany z żadnym konkretnym projektem. Był natomiast owocem wieloletniej wytrwałej pracy. Dzięki niej zdobyliśmy coś niezwykle cennego w biznesie – wysoką wiarygodność, jaką się cieszymy wśród naszych klientów i partnerów biznesowych. Jesteśmy przez nich traktowani jako solidny i niezawodny dostawca. To właśnie uważam za swój największy sukces biznesowy.
Jak Pan ocenia zmiany, jakie zaszły w ciągu minionych kilku dekad, jeżeli chodzi o warunki prowadzenia biznesu?
Rzeczywistość biznesową, w której miałem okazję funkcjonować podzieliłbym na trzy okresy. Pierwszy – ten przed 1989 rokiem, czyli początkiem przemian gospodarczych – to był czas zupełnie nieporównywalny z obecnym. Funkcjonowaliśmy w systemie realnego socjalizmu, w sytuacji wiecznego niedoboru niemal wszystkiego. Żeby prowadzić firmę, trzeba było przede wszystkim zdobyć wiele niezbędnych pozwoleń, a następnie zmagać się z często kuriozalnymi wyzwaniami. Można więc powiedzieć, że prowadzenie biznesu było wówczas trudniejsze niż obecnie.
Następnie nastał okres wielkiego optymizmu i równie wielkich możliwości, czyli lata 90. XX w. Dotychczasowe bariery upadły, nowych w większości jeszcze nie było. Niemal wszystko zależało od pomysłowości i skuteczności przedsiębiorców. W tym czasie rozwój biznesu był stosunkowo łatwy.
Dziś – niestety – jesteśmy w zupełnie innym momencie. To jest ten trzeci ze wspomnianych okresów. Z jednej strony biznes jest nasycony profesjonalizmem. Jednak z drugiej – powstała masa regulacji i ograniczeń, które zabijają przedsiębiorczość. Poza tym gwałtowny rozwój technologii, zmiany geopolityczne, niebywałe tempo życia wprowadzają gigantyczną niepewność i nieprzewidywalność. Prowadzenie firmy stało się niezwykle wymagające. Czasem zastanawiam się, co poszło nie tak, że doprowadziliśmy do takiej sytuacji.
Najważniejszy w naszej firmie jest klient i – oczywiście – ludzie w niej zatrudnieni oraz relacje, jakie udało się nam zbudować zarówno wewnątrz przedsiębiorstwa, jak i z otoczeniem biznesowym.
Zbliża się przekazanie firmy młodszemu pokoleniu. Czy istnieją konkretne cele związane z sukcesją Pana firmy? Chciałby Pan, żeby jakieś wartości były niezmienne czy stery zostaną w pełni oddane sukcesorowi i dostanie on wolną rękę?
Najważniejszy w naszej firmie jest klient i – oczywiście – ludzie w niej zatrudnieni oraz relacje, jakie udało się nam zbudować zarówno wewnątrz przedsiębiorstwa, jak i z otoczeniem biznesowym. Wszystkie te czynniki tworzą całość, bez której nie bylibyśmy w stanie osiągnąć sukcesu. Chciałbym, aby po przeprowadzeniu sukcesji przetrwały w firmie kluczowe wartości tworzące fundament jej obecnej potęgi.

Europejska, w tym polska, gospodarka wciąż nie znajduje się w optymalnej sytuacji. Słabą koniunkturę obserwujemy zarówno w przemyśle, jak i branży budowlanej. Jak w tym otoczeniu radzi sobie Grupa Pruszyński?
Na początku 2025 roku panowało dość powszechne przekonanie, że jesteśmy u progu hossy. Opinia ta nie miała jednak uzasadnienia. Brakowało przesłanek, które mogłyby świadczyć o nadchodzącym boomie w gospodarce. Dlatego też nie dziwi mnie, że nic takiego nie nastąpiło.
Minione kilkanaście miesięcy to okres nie odbiegający od normy. Nic nadzwyczajnego, zarówno w pozytywnym, jak i negatywnym sensie, się nie wydarzyło. Sprzedaż Grupy Pruszyński utrzymywała się na stabilnym poziomie, notując lekki trend wzrostowy. Zamkniemy ten rok z około 8% wzrostem wolumenu sprzedaży i mniej więcej 3% poprawą przychodów. Oczywiście, zyski – zarówno w przypadku naszej firmy, jak i całego rynku – nie są tak wysokie, jak w najlepszych pod tym względem latach. Jednak nie jest to żadnym zaskoczeniem. Rynek ulega zmianie i musimy się przyzwyczaić do obniżonego poziomu rentowności.
Trzeba też zdawać sobie sprawę, że branża pokryć dachowych i elewacyjnych w Polsce nie jest obecnie w stanie gwałtownie rosnąć. Ograniczenie stanowi bowiem liczba dekarzy działających na rynku. To oni są naszymi głównymi klientami. I to od ich możliwości przerobowych zależy, jak dużo pokryć będziemy w stanie sprzedać. Tymczasem wspomniane możliwości wcale nie rosną w znaczący sposób. Dlatego firmy z naszej branży nie powinny już tak mocno stawiać na rozwój mocy wytwórczych. Pomysłu na sukces należy szukać gdzie indziej: w redukcji kosztów, optymalizacji produkcji, ułatwianiu życia dekarzom, poszerzaniu oferty.

Jakie inwestycje przeprowadziliście i jakie planujecie w najbliższym czasie?
Główny ciężar wydatków inwestycyjnych jest związany z nakładami na automatyzację i robotyzację produkcji oraz uzupełnienie naszej oferty. Dla przykładu, kosztem 800 tys. złotych uruchomiliśmy właśnie linię do wytwarzania wiatrownic modułowych. W nowym sezonie przeprowadzimy podobne inwestycje. To odpowiedź na zapotrzebowanie klientów.
Systematycznie też modernizujemy i doposażamy nasze oddziały. W 2025 roku spore inwestycje przeprowadziliśmy między innymi w Rzeszowie, Lublinie, Wrocławiu, Krakowie czy Gdańsku. Celem wszystkich tych projektów jest usprawnienie obsługi dekarzy, którzy się u nas zaopatrują.
Powiększamy także naszą ekspozycję w sektorze energetycznym. Jesteśmy właśnie w trakcie przejmowania znaczącego pakietu udziałów w firmie zajmującej się obrotem energią oraz budową infrastruktury energetycznej, między innymi magazynów energii czy farm fotowoltaicznych. Ten sektor nie jest dla nas nowy. Przypomnę, że już dziś dysponujemy sporym zapleczem związanym z produkcją energii odnawialnej. W części jest ona wykorzystywana przez firmy z grupy, ale znaczną jej ilość sprzedajemy na rynku.

Jak Pan ocenia perspektywy rozwoju rynku pokryć dachowych i elewacyjnych w najbliższych miesiącach?
Nie powinniśmy liczyć na jakąś radykalną poprawę koniunktury. Istnieje wiele zagrożeń, na które – niestety – nie mamy wpływu. Wiążą się one z generalnie niestabilnym otoczeniem biznesowym, w jakim przyszło nam funkcjonować oraz nietrafionymi z punktu widzenia europejskiego przemysłu regulacjami wprowadzanymi przez administrację w Brukseli.
Z drugiej strony jednak widać pewne oznaki ożywienia na rynku budowlanym. Jest szansa, że w końcu ruszą inwestycje infrastrukturalne związane między innymi z energetyką, transportem czy też zbrojeniówką. Może nie od razu, ale w nieco dłuższej perspektywie, przełożą się one także na wzrost zamówień na oferowane przez nas produkty. Już w 2025 roku Grupa Pruszyński odnotowała wyraźną poprawę sprzedaży w sektorze budownictwa wielkokubaturowego. Jeżeli chodzi o sektor budownictwa indywidualnego, to popyt z jego strony utrzymywał się na stabilnym poziomie. Jednak można się spodziewać, że także ta część rynku zacznie rosnąć. Wpływ na to z pewnością będą miały obniżki stóp procentowych przez bank centralny, a co za tym idzie coraz większe możliwości finansowania inwestycji budowlanych.
Dziękuję za rozmowę i życzę samych sukcesów w kolejnych latach.








