Impregnacja na zapas w dobie drewna KVH, BSH i prefabrykacji
Choć na budowach coraz częściej pojawia się odporne na ogień i korozję biologiczną drewno, wciąż jest ono traktowane, jakby było mokre i wymagające obowiązkowej impregnacji. Czy w erze prefabrykacji jest ona naprawdę koniecznością, czy raczej kosztownym nawykiem, z którego branża nie potrafi zrezygnować?
Tekst Marta Karolczyk
Pracując bezpośrednio z klientami i odwiedzając polskie place budów, trudno oprzeć się wrażeniu, że wciąż tkwimy w erze „zielonego drewna”. Czy zatem można powiedzieć, że choć technologia materiałowa poszła naprzód, nasza świadomość techniczna często za nią nie nadąża, nakazując impregnować wszystko, wszędzie i za wszelką cenę? Czy w dobie drewna KVH, BSH i zaawansowanej prefabrykacji powszechna chemizacja to konieczność, czy raczej kosztowny i nieekologiczny relikt przeszłości?
Drewno impregnowane
W Polsce zaimpregnowane drewno najłatwiej rozpoznać po kolorze – najczęściej zielonym lub żółtym. To rynkowy standard, który daje inwestorowi poczucie bezpieczeństwa, choć bywa ono złudne. Nasuwają się więc istotne pytania: czy każda konstrukcja – niezależnie od zastosowanego materiału i jego obróbki – rzeczywiście wymaga impregnacji?


Historycznie było to uzasadnione. Przez dekady na budowy trafiała mokra tarcica prosto z tartaku, którą trzeba było zabezpieczyć przed korozją biologiczną i działaniem ognia. Obecnie jednak operujemy certyfikowanym drewnem konstrukcyjnym C24, KVH czy BSH, co sprawia, że dawne podejście coraz częściej staje się technologicznym anachronizmem.
Analizując standardy rynkowe i wytyczne dekarskie, warto podkreślić fakt, o którym wielu wykonawców wciąż zapomina: impregnacja mokrego drewna jest nieskuteczna. Jeśli wilgotność przekracza 25-28% (punkt nasycenia włókien), pory drewna są wypełnione wodą. W takiej sytuacji preparat nie ma fizycznej możliwości wniknięcia w strukturę – pozostaje jedynie na powierzchni, tworząc „kolorową powłokę”, którą zmyje pierwszy deszcz. Skuteczna impregnacja wymaga wilgotności poniżej 20% – tylko wtedy drewno jest w stanie wchłonąć środek zabezpieczający i stworzyć realną barierę ochronną.

Inaczej wygląda sytuacja prefabrykowanych wiązarów dachowych łączonych płytkami kolczastymi. W tym segmencie stosuje się tarcicę konstrukcyjną C24 o stosunkowo niewielkich przekrojach (najczęściej 45-60 mm). Tutaj impregnacja odgrywa istotną rolę. Cieńsze elementy mają mniejszą odporność biologiczną, a impregnacja zanurzeniowa stanowi skuteczną ochronę przed wilgocią technologiczną i opadami – przynajmniej do momentu szczelnego zamknięcia dachu. Co ważne, w prefabrykacji proces ten jest kontrolowany i powtarzalny. Chemia nie maskuje wad drewna, lecz stanowi integralny element certyfikowanego produktu, chroniąc konstrukcyjny „kręgosłup domu”.
W przypadku drewna KVH oraz BSH (klejonego warstwowo) sytuacja jest zdecydowanie odmienna. Materiały te są suszone komorowo do wilgotności rzędu 10-15%, co w praktyce oznacza ich „sterylizację” – eliminację zarodników grzybów i larw owadów. Dodatkowo czterostronne struganie i fazowanie krawędzi utrudnia palność oraz ogranicza możliwość zasiedlenia przez szkodniki.
W krajach takich jak Niemcy czy państwa skandynawskie (np. zgodnie z normą DIN 68800) priorytetem jest ochrona konstrukcyjna. Zakłada ona, że suche, strugane drewno stosowane wewnątrz budynków nie wymaga chemicznej impregnacji. Tymczasem w Polsce nadal często spotyka się praktykę impregnacji KVH „na zapas”. Powstaje więc pytanie: czy stosując tego rodzaju materiał w eksponowanych wnętrzach – salonach czy antresolach – nie szkodzimy sami sobie? Tradycyjne impregnaty solne mogą powodować wykwity i pogorszenie estetyki materiału premium, za który inwestor zapłacił wysoką cenę.
Dlaczego wciąż „wszystko” impregnujemy?
Przede wszystkim w Polsce brak stosownych przepisów, które umożliwiają podjęcie decyzji o braku impregnacji drewna konstrukcyjnego. Projektanci traktują więc impregnację jako „polisę ubezpieczeniową”.
Kolejnym argumentem – realnym i uzasadnionym – są wymogi przeciwpożarowe. W razie konieczności spełnienia określonych klas odporności ogniowej impregnaty ogniochronne są niezbędne.
Mniej racjonalne i trudne do wytłumaczenia są przyzwyczajenia rynkowe. Dla wielu inwestorów „dobre drewno” to drewno kolorowe. Jasne, surowe elementy budzą nieufność.
Czas na zmianę podejścia
Warto odejść od przekonania, że każda belka na budowie musi być zielona czy też żółta. Impregnujmy tam, gdzie to konieczne, ale nie traktujmy tego jako bezrefleksyjnego rytuału. Współczesne budownictwo drewniane opiera się na suchym, struganym drewnie i świadomej ochronie konstrukcyjnej. Przyszłość należy do technologii i wiedzy, nie do przyzwyczajeń.

Marta Karolczyk
Od ponad 4 lat Regionalny Manager Sprzedaży w Grupie Burkietowicz. Aktywnie buduje i utrzymuje relacje biznesowe z firmami wykonawczymi w branży budowlanej, wykorzystując swoje wieloletnie doświadczenie w sprzedaży. Z pasją rozwija swoją wiedzę na temat obróbki drewna oraz procesów produkcyjnych, kładąc szczególny nacisk na wdrażanie nowoczesnych rozwiązań związanych z prefabrykowanymi elementami drewnianymi w sektorze budownictwa mieszkaniowego i komercyjnego; m.karolczyk@burkietowicz.pl, tel.: +48 609 676 979.








