Firma dekarskaLudzie branży

Krzysztof i Adam Wieteska

W dekarstwie zawód często jest przekazywany z pokolenia na pokolenie. Polskie Stowarzyszenie Dekarzy docenia to przyznając wyróżnienie Sztafeta Pokoleń za wykształcenie sukcesorów dekarskiego fachu. Po raz pierwszy zostały one wręczone podczas Dnia Dekarza w 2019 roku. Przedstawiamy Dekarzy, którzy je otrzymali.

Przyznane wyróżnienie w Sztafecie Pokoleń za wychowanie syna Adama przekazał mi w 2019 roku Dariusz Similski, prezes Oddziału Łódzkiego PSD. Nie ukrywam, byłem bardzo mile zaskoczony. Obudziło to we mnie wspomnienia, które sięgnęły początków mojego dekarstwa.

Pierwsze kroki w dekarstwie

Otóż, jak mówią pierwsze historyczne zapiski, dekarstwa uczę się dopiero 60 lat. Dowód na to jest bardzo oczywisty. Mój ojciec pracował jako kościelny w parafii rzymskokatolickiej pw. Najświętszego Serca Jezusowego w Kurowicach. Kiedy miałem 7 lat, latem przeprowadzano remont wieży głównej, w czasie którego wielokrotnie na niej przebywałem. Stąd zapiski. Po rozpoczęciu szkoły w oknie miałem widok na remontowaną wieżę. Nic więcej do szczęścia nie było mi potrzebne.

W szkole podstawowej w Kurowicach mieliśmy świetnego nauczyciela od rysunku i prac ręcznych. Uczył nas przez budowę modeli kartonowych. Wtedy w Polsce było dostępne tylko czasopismo Mały Modelarz, więc nauczyciel specjalnie dla nas sprowadzał z NRD książeczki z wycinankami. Przez dwadzieścia kilka lat zbudowałem dziesiątki modeli samolotów, statków, okrętów, samochodów. Była to fenomenalna edukacja, która przydała się później w pracy dekarza. Jeśli musiałem coś wykonać albo zostało mi to zlecone, nie miałem z tym najmniejszego problemu. Mało tego, nie musiałem nawet myśleć jak to zrobić – po prostu podchodziłem i robiłem. I tak jest do dziś.

Na dachu wspomnianego kościoła, poniżej wieży, była blacha stalowa i zastoiny wody w przyporach muru. Po pięciu latach woda z miedzianej wieży zniszczyła blachę. Nie było nikogo, kto by wymienił taką formatkę. Pojawił się blacharz, który naprawiał w kościele rynny. Wspomniałem tacie, z wykształcenia krawca miarowego, że ten blacharz ma wszystkie narzędzia i umie posługiwać się blachą. W blacharstwie i w krawiectwie, zwłaszcza miarowym, wszystko jest zrobione podobnie. Jednak my dekarze mamy o wiele trudniejszy materiał. Narysowaliśmy formatkę, dołożyliśmy wszystkie fałdki, zakładki i pliski. Tata uważał to za oczywiste, że da się to zamontować, a blacharz był przerażony. Jak się okazało, w tej konkurencji wygrał 12-letni modelarz. Razem wykonaliśmy dwie takie formatki, wymieniliśmy je i one są do dziś.
Po szkole podstawowej podjąłem naukę w szkole zawodowej w klasie przetwórstwa szkła i termometrów lekarskich. Bardzo mnie to pociągało. Nie chciałem iść do budowlanki jak większość kolegów. Jednocześnie w 1974 roku zostałem skoczkiem spadochronowym.

Po ukończeniu szkoły pracowałem w Łódzkiej Wytwórni Termometrów i Szkła Laboratoryjnego. Praca polegała na produkcji różnego rodzaju sprzętu laboratoryjnego, formowanego przy pomocy palnika z rurek szklanych. Wymagało to niesamowitej sprawności manualnej, wyobraźni i sprytu. Produkcja termometrów lekarskich wymagała niesamowitej precyzji, a przy napełnianiu rtęcią także wiedzy z fizyki, gdzie próżnia mierzona była w jednostkach razy 10-7. Wspaniała robota, ale trzeba było mieć bardzo dużo zdolności organizacyjnych.

W ramach potrzeb pomagałem w różnych pracach w kościele w Kurowicach i nie tylko. Jednocześnie w LOK-u byłem słuchaczem wojskowego kursu samochodowego. W kwietniu 1978 roku powołano mnie do zasadniczej służby wojskowej – najpierw byłem w szkole dowódców drużyn w Tomaszowie Mazowieckim, a potem dowódcą drużyny kierowców w jednostce wojsk lotniczych w Pruszczu Gdańskim. To był dla mnie kolejny okres wspaniałych przygód, wyzwań i satysfakcji.

Wróciłem do szkła, ale już byłem „Pan Kierowca” z dużym przebiegiem kilometrów i z różnymi uprawnieniami. W słynnym sierpniu 1980 roku podjąłem pracę jako kierowca w towarowym oddziale PKS. Cała Polska była moja, ale w październiku 1982 roku znalazłem się w zawodowej straży pożarnej zakładów Uniontex w Łodzi, a po 10 latach – w JRG 8 PSP w Łodzi. Wspominam tę historię nie bez powodu. To była wielka szkoła mojego kształtowania, między innymi 17 lat noszenia munduru skończyło się kolejnym mundurkiem. W Polskim Stowarzyszeniu Dekarzy.

Kiedy pracowałem w straży zawodowej, niemal natychmiast znalazłem się u kolegów na budowie, w następnej kolejności oni znaleźli się w zawodowej straży pożarnej. Mieliśmy dostęp do wielu zamówień nie tylko budowlanych i ekipę fajnych, sprytnych chłopaków. Budowlanka ruszyła pełną parą.
Moje zainteresowania ciągle kierowały się w górę – wyżej było tylko niebo. W 1993 roku powstała Państwowa Straż Pożarna. Główne inspiracje i uzgodnienia organizacyjne odbywały się u nas w Łodzi. Zmontowaliśmy grupę wysokościową. Nie wszedłem jednak do tej elitarnej jednostki. Wcześniej już miałem na swoim koncie umalowane trzy wieże i kilka naprawionych dachów kościołów. Muszę przyznać, że wychowanie i praca w kościele w Kurowicach pozwoliły mi poznać specyfikę organizacji budowy. Wykonałem tam wiele prac, w tym dodatkowe szklenie wszystkich okien. To wszystko sprawiło, że stałem się znany w środowisku.

Rodzinne więzy

W 1982 roku założyłem rodzinę, później urodziły się dzieci. Dokładnie 1 sierpnia 1990 roku rozpocząłem działalność gospodarczą na własną rękę. Tak powstał Zakład Usług Wysokościowych i Budowlanych. W tym samym roku rozpoczęła się rozbudowa naszego domu. To jest moment, w którym moja rodzina została związana z budownictwem do dziś. Cały proces częściowej rozbiórki, budowy i wykończeniówki zrealizowaliśmy sami. Kilkuletnie dzieci nawet w formie zabawy pomagały nam i w tym wzrastały.

Dzięki kontaktom z Kurowic, od 1992 roku aż na 22 lata zagościłem jako podwykonawca w kurii Archidiecezji Łódzkiej. Pokłosiem tego były remonty wielu obiektów zabytkowych, między innymi łódzkiej katedry, ponad dwustuletniej dzwonnicy w Lutomiersku, 41 wieży (nie tylko kościelnych), z czego 9 odbudowanych w całości. Wiele z nich było odtworzonych na dole, a później przetransportowanych na górę dźwigiem i tam ustawionych. Ponadto było bardzo wiele prestiżowych obiektów, takich jak chociażby Centrum Studiów Jana Pawła II w Łodzi, bardzo wymagający obiekt pokryty tytan-cynkiem ze zwieńczeniem auli w postaci wieży. Tutaj egzamin mistrzowski odbywała elita łódzkiego dekarstwa. Wcześniej w Rudnikach była hala sportowa z dachem w tytan-cynku o przekroju w kształcie piłki do rugby. Mieliśmy zaszczyt i niemało satysfakcji z wykonania hydroizolacji fundamentów i wylewek oraz wszystkich dachów i elewacji metalowych w Łódzkiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej. Na tej budowie jako jedyni pracowali moi uczniowie z klasy dekarskiej. W tytan-cynku wykonaliśmy skomplikowane pokrycie mansardy akademika w Łodzi oraz dach oficyny budynku Instytutu Hydrologii Polskiej Akademii Nauk w Łodzi. W 1997 roku na kościele św. Anny w Łodzi wymieniliśmy pokrycie na blachę miedzianą.

Przekazanie pałeczki

Kiedy się zaczęła współpraca z Adamem? Nie było nigdy czegoś takiego, z żadnym dzieckiem. Wiele razy denerwowali się, że dużo od nich wymagam, a ja mówiłem: pociąg jedzie, pociąg jest dla wszystkich, drzwi są otwarte, ale żeby wsiąść trzeba ten pociąg dogonić. I zabierali się. Jak przywiozłem na podwórko pospawaną konstrukcję wieży z Bedonia, ja ją szlifowałem, a dzieci z podwórka, w tym pięcioletni Adam, ją malowały. Wieżyczkę też budowaliśmy na podwórku. Adam cały czas nam towarzyszył, a jak przyjechał potężny dźwig i ją stawialiśmy na dach, Adam ani przez chwilę nie odszedł – został do końca.

Mój syn Adam podczas prac przy wieży kościoła w Bedoniu, 2002
Mój syn Adam podczas prac przy wieży kościoła w Bedoniu, 2002
Mój syn Adam podczas prac przy wieży kościoła w Bedoniu, 2002

Adam skończył technikum budowlane i ma bardzo duże doświadczenie dekarskie. Często analizuje zdjęcia naszych realizacji z kilkunastu albumów i zawsze chciał robić to, co ja. Mówi, że jest ze mnie niezwykle dumny. Ja byłem strażakiem, Adam jest strażakiem w OSP. Ma wiele uprawnień, między innymi kierowcy i operatora sprzętu. Jeżdżąc na usługi podnośnikiem, często pracuje z dekarzami. Bardzo denerwuje się, jak patrzy na sposób wykonania i przestrzeganie zasad BHP. To też moja nauka: zawsze byłem świadomy tego, że dekarz to zawód całkowicie pozbawiony lęku wysokości, ale przestrzegający zasad BHP.

W straży jest to wyjątkowy „skwarek”. Dojeżdżając do pożaru „widzi” budynek w 3D. Mało tego, najczęściej wie, jak jest zrobiony, więc chłopaki bardzo łatwo sobie radzą z pożarami zwłaszcza dachów. Mają plandekę na samochodzie, wkrętarkę, wkręty i potrafią na koniec skutecznie zabezpieczyć budynek przed skutkami atmosferycznymi. Ponadto jest ratownikiem medycznym wyszkolonym w straży.

Adam, kierowca OSP Wiśniowa Góra

Chciałbym mocno pokreślić, że nie tylko Adamowi przekazałem pasję do zawodu. Sebastian skończył technikum budowlane i Politechnikę Łódzką z wieloma uprawnieniami, a wolne chwile poświęcał na pomoc i pracę w firmie. Każde wakacje spędzał na dachu. Ma wiele fajnych realizacji na swoim koncie, między innymi wieżę w Kurowicach, halę w Rudnikach, piękny ośrodek wczasowy nad morzem Solaris, Łódzką Specjalną Strefę Ekonomiczną, Centrum Studiów Jana Pawła II. Był kierownikiem budowy kilkumiliardowej wartości. Niedawno zbudował dom, w którym sam wykonał pokrycie dachu kopertowego w kliku, bez widocznego mocowania.

Ekipa wymieniająca wieżę w Kurowicach (pierwszy po prawej to Sebastian)

Justyna malowała obróbki przy remoncie dachu u Sióstr Urszulanek.

Kasia w naszej firmie pracowała między innymi przy produkcji dachu na Centrum Studiów Jana Pawła II i wspomagała firmę w miarę możliwości, przede wszystkim logistycznie i zaopatrzeniowo. Do naszego pociągu zabrała również swojego męża Beniamina. Dzięki swojej ogromnej pracowitości niezwykłemu talentowi również artystycznemu, bardzo szybko stał się wiodącym dekarzem w firmie. To dzięki Benkowi i Adamowi, nasza firma przetrwała zakręty związane z moim zdrowiem. Obydwaj dwukrotnie startowali w Mistrzostwach Polski Młodych Dekarzy jeszcze przed pandemią Covid-19.

Adam z Beniaminem, montaż iglicy na wieży głównej w Kurowicach, 2022
Adam podczas przygotowania komunikacji dachowej, 2023
Beniamin, 2020

Na tym nie skończyła się edukacja młodzieży. Latem tego roku wnukowie – Oliwia, słuchaczka drugiego roku architektury na Politechnice Łódzkiej, i jej brat Kacper, uczeń trzeciej klasy liceum – pomogli nam w hydroizolacji budynku hotelu Andels w Łodzi.

Przekazanie zawodu dzieciom i wnukom to jedno. Do Sztafety Pokoleń powinienem jeszcze dołączyć około 60 moich pracowników, którzy nie ukrywają, że są moimi wychowankami, i około setki dekarzy w Polskim Stowarzyszeniu Dekarzy, którzy też uczyli się ode mnie warsztatu.

Szczyt budynku z obróbką w kształcie logo PSD – znak rozpoznawczy naszej firmy

Praca na rzecz Oddziału Łódzkiego PSD

To kolejny bardzo dynamiczny okres w moim życiu. Do Polskiego Stowarzyszenia Dekarzy przystąpiłem w 2001 roku. W kolejnych wyborach zostałem powołany do zarządu Oddziału Łódzkiego PSD, a w 2009 roku zostałem jego prezesem. Nasze biuro mieściło się tam, gdzie jest do tej pory, czyli w technikum, które ukończyli Adam i Sebastian, więc ja do tej szkoły chodzę ponad 20 lat. I znowu – tym razem w działania PSD – została wciągnięta cała rodzina i częściowo firma. W 2010 roku na moją prośbę zarząd zgodził się na zatrudnienie mojej żony Ani na stanowisko kierownika biura. Razem udało nam się wiele zrobić, między innymi stworzyliśmy klasę dekarską, zorganizowaliśmy kursy zawodowe, Ogólnopolski Rajd Samochodowy Dekarzy, aktywny udział w targach łódzkich oraz wyjazdy na Mistrzostwa Świata Młodych Dekarzy.

Stoisko na łódzkich targach budowlanych

Wśród dekarzy w Polsce mówi się, że nasze coroczne rajdy samochodowe i większość imprez to spotkania bardzo rodzinne. Chyba znam genezę tego stwierdzenia. W Oddziale w Łodzi nikt się nie martwi o to, co zrobić z dziećmi, gdzie je „przechować”. Wszędzie zabieraliśmy dzieci ze sobą i to było chyba najważniejsze.

Sport – druga strona branży

Sport w naszym życiu miał bardzo duże znaczenie. Jak wspomniałem po przejściu na emeryturę strażacką, zrodziła się duża dynamika. Przynajmniej ja znalazłem do tego motywację.

Przepraszam za lokowanie produktu, ale uważam, że powinienem powiedzieć: zawdzięczam to przede wszystkim firmie Fakro. To wszystko, co próbowaliśmy dzieciom pokazać, miało odzwierciedlenie w Fakro. Najpierw trzy edycje międzynarodowego Fakro Ski World Cup (które przerodziły się w Zimową Olimpiadę Dekarską), w którym były trzy konkurencje – slalom nartach, slalom na snowboardzie i sanki. Drużyny były organizowane na miejscu. Trafiliśmy do pierwszej reprezentacji Polski. Wzięliśmy udział we wszystkich trzech edycjach. Zabieraliśmy na te imprezy kogo się dało: jechały dzieci i wnuki. Z tego, co pamiętam trzykrotnie zajęliśmy drugie miejsce drużynowo, natomiast indywidualnie nasze dziewczyny – Ania i Kasia – wymieniały się miejscami w poszczególnych konkurencjach. Przywieźliśmy wiele medali, a dzieci i wnuki w tym wzrastały.

W pierwszej Zimowej Olimpiadzie Dekarskiej w 2020 roku nie startowała ekipa z Łodzi, więc już na X Mistrzostwach Polski Młodych Dekarzy w Poznaniu obiecałem chłopakom, że pojedziemy na zawody do Fakro. Dostaliśmy zgodę od organizatorów. Zabrałem rodzinę Sebastiana oraz rodzinę Kasi i Adama. Nastroje były fantastyczne, więc poszliśmy na całość: na sankach Adam był drugi, Sebastian – trzeci, na nartach Adam był pierwszy, Beniamin – drugi, a Sebastian – czwarty. Adam wygrał zawody, drużyna zajęła pierwsze miejsce. Do szczęścia nic więcej nie było nam potrzebne.

Adam jedzie po zwycięstwo

Dwa lata później – w 2022 roku – jeszcze raz braliśmy udział w Olimpiadzie (więcej informacji pod linkiem 2 Zimowa Olimpiada Dekarska). Wsparła nas między innymi rodzina Krzyśka Gwiazdy, a zawody zostały rozszerzone o konkurencję dla osób towarzyszących. Adam wygrał zawody, Kasia z Magdą wygrały konkurencje da kobiet, Oliwia, Maciek i Tomek w swojej grupie wiekowej, Kacper – pudło, a drużyna z Łodzi – pierwsze miejsce. Co się w nas działo? Tego nie da się opowiedzieć. Zwłaszcza dla dzieci była to euforia, satysfakcja ogromna, zabawa i bardzo duży zastrzyk pozytywnej energii na przyszłość.

Zimowa Olimpiada Fakro
Zimowa Olimpiada Fakro

One Comment

  1. Wielkie uznanie i gratulacje dla Ciebie Krzysiek dla Ani, waszej rodziny za kontynuację i pielęgnowanie „Sztafety Pokoleń „” Twoja główna Profesja – Dekarz ma solidną podbudowę o zainteresowania, już od wczesnych lat dzieciństwa( ukierunkowane przez rodziców, modelarstwo, chęci poparte właściwymi wyborami, szkół, pokrewnych, przydatnych profesji i zainteresowań- spadochroniarstwo, specjalizacje pożarnicze, wojskowe, aktywności sportowe ze skutkami niesamowitego poziomu wyczynu. Ogromna praca w sferze zawodowej I multum zainteresowań i działań nie przeszkodziła Ci i nie zakłóciła w tym co najcenniejsze, w utrzymaniu właściwych relacji z najbliższą rodziną i otoczeniem. To są atrybuty, to postawa, która budzi szacunek i poważanie w kręgach rodzinnych, zawodowych, społecznych etc. Jest jeszcze aspekt patriotyczny – Dekarz to zawód dużego ryzyka, wykonując ten trudny zawód od 60 niemal lat, szkolisz i uczysz i wychowujesz nowych adeptów, w tym Swoje dzieci, wnuki w poszanowaniu do właściwego wykonywania rzemiosła, na zasadach rozumnego bezpieczeńtwa i postępu technicznego w oparciu o zdobytą wiedzę i bogatą wieloletnią praktykę. Jeszcze raz Gratuluję serdecznie i życzę wielu osiągnięć na niwie zawodowej i rodzinnej. Szczęść Wam Boże🙌

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Polecane Artykuły

Back to top button

Zapisz się do Newslettera

Najświeższe informacje z branży dachowej, wprost na Twojego maila. Nie przegap nowości, merytorycznych artykułów, ciekawostek o dachach.

chwileczkę

Dziękujemy za zapis