Dachy StromeIzolacje dachowe

Płyty PIR nakrokwiowo – na co zwrócić uwagę?

Tym razem na tapet weźmiemy izolację termiczną z płyt PIR układanych nakrokwiowo.

Tekst i ilustracje Przemysław Spych, Anatomia dachu

W kilku materiałach na Anatomii dachu użyłem sformułowania, że płyty PIR to materiał zmierzający do doskonałości. Tak, wydaje mi się, że płyty PIR rzeczywiście są technologią izolacji dachów zmierzającą do doskonałości, ale chyba tej doskonałości nie osiągają. Jest parę rzeczy, które tę niedoskonałość powodują. Rozważania o tym i o warsztatowych konsekwencjach to temat na kilka artykułów. W tym tekście wyrażę swoje zdanie na temat jednej z tych rzeczy – podzielę się refleksją na temat płaszczyzny dachu.

Przy układaniu pokryć dachowych ważną sprawą jest to, aby połacie dachu były płaskie. Nie chodzi mi tutaj oczywiście o uzyskanie kąta pochylenia połaci „zero stopni”, tylko o to, że połacie mają trzymać płaszczyznę bez wybrzuszeń i wgłębień. Aby taką płaszczyznę uzyskać, dekarze bardzo często stosują między kontrłatami a łatami różne podkładki. To często są dostępne na rynku przeznaczone do tego różnego rodzaju regulowane kliny lub specjalne podkładki. Mają one różne grubości i kody kolorystyczne. Można z ich użyciem uzyskać „dystans” od milimetra do nawet 3 czy 4 centymetrów. To bardzo wygodne rozwiązanie.

Podkładki i kliny do poziomowania łat

Popularnym sposobem jest też wkładanie między łatę a kontrłatę fragmentów papy, aby uzyskać stosowne „uniesienie” łaty. Onegdaj – czyli za mojej młodości, od której nieco się oddaliłem – powszechnie stosowano kliny drewniane, które rozsychały się, pękały i… wypadały. Niezależnie od epoki i sposobu – czyli technologii – cel był i jest taki, aby łaty trzymały płaszczyznę. Inaczej rzecz ujmując sprawa wygląda tak, że to łaty się „płaszczyznuje”, czyli to, co pod spodem często wykazuje w swojej geometrii jakąś niedoskonałość. Mniejszą lub większą. Większą to gorzej. W skrajnych sytuacjach kliny i podkładki nie wystarczają i do boków krokwi mocuje się różne deski.

To teraz przejdę do płyt PIR. Kładzie się je nie na łaty tylko na krokwie, czyli na „niedoskonałą” z dużym prawdopodobieństwem płaszczyznę. Płyty są do tych krokwi mocowane specjalnymi wkrętami przez kontrłaty. W związku z tym odzwierciedlają, powielają ewentualne większe lub mniejsze wgłębienia i wybrzuszenia krokwi, czy dachu. Skutek jest taki, że na łączeniach płyt powstaną raz mniejsze raz większe szczeliny. Mniejsze, lub większe mostki termiczne. Oczywiście wiem: te miejsca wypełnia się pianką niskoprężną. Zadam w tym miejscu jednak pytania.

  • Czy na dach trafiają płyty idealne z nieuszkodzonymi zamkami i narożnikami?
  • Czy pianka wypełni całą tę szczelinkę na jej głębokości? Po drodze dla rozprężającej się pianki w tej szczelinie na łączeniu płyt jest jeszcze jakiś zamek.
  • Czy pianka wypełni każdą, najmniejszą szczelinkę? Jest przecież jakaś granica, poniżej której pianka „nie wejdzie”, „nie wypełni” małej szczelinki.
  • Czy nie przegapisz jakiegoś drobnego miejsca, bo akurat zrobiłeś przerwę na śniadanie?

Najczęściej takich szczelinek szuka się z wierzchu i tak też je uzupełnia. Nie jest to łatwiejsze. Od spodu… to temat na inny artykuł. Może nawet następny. W związku z tym możemy przyjąć, że na łączeniach płyt PIR powstaną niejednorodności, niedoskonałości, niezawinione niedoróbki, które skutkować mogą po prostu powstawaniem w nich skroplin.

Kluczową sprawą w zastosowaniu płyt PIR nakrokwiowo jest układanie ich na konstrukcji dachu z połaciami trzymającymi płaszczyznę. Trzeba zadbać o wyrównanie połaci na starszych dachach.

Płyty PIR na pofalowanym dachu

Jak to działa?

Otóż, upraszczając trochę, sytuacja wygląda tak, że ciepłe i zawierające sporo pary wodnej powietrze z wnętrza dostaje się od spodu do tych „niedoskonałości” na połączeniach płyt PIR i tam – w chłodnych porach roku – w tych szczelinkach wychładza się miejscowo, traci zdolność magazynowania pary i ta para się wykrapla. Sądzę, że takie obserwacje nie są odosobnione. Czy taka mała szczelinka ma znaczenie?
Myślę, że jesteś już w tym wieku, że wiesz jak się wytwarza bimber. Jeśli jesteś uczniem i chodzisz do szkoły średniej, ucząc się naszego pięknego zawodu, to lepiej spytaj rodziców, czy możesz czytać dalej (w sumie mogą Ci nie pozwolić). Czynnikiem spełniającym pewną funkcję w organizmie jest substancja powstająca podczas procesu destylacji zacierów. Podgrzewasz ów zacier, doprowadzając do jego intensywnego parowania. Aby tę parę nasyconą ową cudowną ponoć substancją jakoś wykorzystać podczas różnych spotkań towarzyskich, trzeba ją zamienić w płyn. Gorącą parę kieruje się po prostu do cienkiej, długiej rurki, która jest ochładzana z zewnątrz zimną wodą. Para nasycona metanolem skrapla się i powstały płyn zwany czasem okowitą magazynuje się w butelkach. Proces można powtarzać w celu zwiększenia stężenia metanolu i mocy okowity. W całym procesie kluczowa jest ta rurka ochładzana z zewnątrz. W niej wykrapla się bimber.

Analogiczną sytuację mamy w szczelinach i niedoskonałościach połączeń w płytach PIR, gdzie strumień ciepłego i wilgotnego powietrza w wąskiej przestrzeni trafia w końcu na niską temperaturę i… para skrapla się miejscowo.

W przeciwieństwie do PIR-u ułożona w dachu wełna mineralna to materiał izolacyjny składający się w znacznej części z powietrza. Wysokoprzepuszczalny, więc nawet jeśli – tutaj sytuację bardzo upraszczam – przez dziurę w paroizolacji przedostanie się do wełny jakieś wilgotne i ciepłe powietrze (na zasadzie konwekcji), to ta para, ten strumień w pewnym stopniu „rozejdzie się” w wełnie i skropliny być może nie powstaną, a może będzie ich mniej, a na pewno zjawisko nie będzie miało charakteru punktowego i intensywnego. Jeśli w wełnie te skropliny powstaną, to… nad wełną jest membrana dachowa, membrana otwarta dyfuzyjnie. Czas zrobi swoje. Proszę o pewną wyrozumiałość. Nie twierdzę, że wełna mineralna jest lepsza od PIR-u. Oba materiały mają po prostu inne cechy.

Jak zatem poradzić sobie, gdy na dachu ma się znaleźć izolacja nakrokwiowa z płyt PIR?

Należy zwrócić uwagę na trzy rzeczy. Po pierwsze: kluczową sprawą w zastosowaniu płyt PIR nakrokwiowo jest układanie ich na konstrukcji dachu z połaciami trzymającymi płaszczyznę. Trzeba zadbać o wyrównanie połaci na starszych dachach. Nowe konstrukcje krokwiowe z suchego drewna wycinanego na maszynie numerycznej lub przez sprawnego cieślę albo prefabrykowane wiązary wydają się spełniać ten warunek.

Po drugie: zwykłe zadbanie o materiał, staranność i kultura techniczna przy układaniu płyt PIR wydają się być warunkiem koniecznym.

Trzecim elementem układanki i według mnie bezwzględnie koniecznym jest uzyskanie paroizolacyjności pod płytami PIR.

I ja wciąż uważam, że PIR to świetny materiał izolacyjny – chyba nawet najlepszy. Materiał zmierzający do doskonałości, ale chyba tej doskonałości nieosiągający. No i na sam koniec chcę Cię jeszcze spytać o coś. Znasz materiał izolacyjny w pełni doskonały, czyli cudowny również w odniesieniu do jego montażu? Ja nie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Polecane Artykuły

Back to top button

Zapisz się do Newslettera

Najświeższe informacje z branży dachowej, wprost na Twojego maila. Nie przegap nowości, merytorycznych artykułów, ciekawostek o dachach.

chwileczkę

Dziękujemy za zapis